Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 03 luty 2020 20:22

Zły duch w Gietrzwałdzie

Napisała

Już od początków chrześcijaństwa szatan walczył z ziemią warmińską. Poganie, którzy ją zamieszkiwali, oddawali cześć zjawiskom przyrody, drzewom, jeziorom, lasom, planetom niebieskim, zjawiskom atmosferycznym (np. piorunom). Wierzono w preegzystencję dusz, również zwierząt, a osobom zmarłym składano w darze pokarmy.

Nawracanie pogańskich Prus na wiarę chrześcijańską zaczęło się pod koniec X w. Śmierć męczeńską ponieśli tam 23 kwietnia 997 r. św. Wojciech, a 9 marca 1009 r. św. Brunon z Kwerfurtu.

Pożywka dla szatana

Wiele przesądów pogańskich było praktykowanych na Warmii jeszcze w XIX i XX w. Wśród nich występowały m.in. kłobuki. Były to domowe demony, które miały wspierać gospodarza kosztem jego sąsiadów. Melchior Wańkowicz te domowe demony nazywał smętkiem. W książce Na tropach Smętka zauważył, że ludzie opowiadają o tych demonach jak o zwykłej rzeczy. Nikogo nie dziwiło, że szmaciane kłobuki, demony, można było kupić na odpustach kościelnych, np. w Świętej Lipce. Takiego domowego demona można też było „wyhodować” we własnym domu. Zdarzały się praktyki, że kobieta, która poroniła  dziecko, zakopywała je przed progiem domu, a potem poroniony płód żywiła zbożem, mlekiem. Wierzono, że po 7 dniach to dziecko stawało się demonem, który zaczął przynosić do danego domu dobrobyt. Wszystko zaczęło rodzinie sprzyjać zdrowie dopisywało, pieniędzy było więcej, zwierzęta stawały się bardziej wydajne. Ale działo się to kosztem sąsiada, u którego obora się spaliła, zwierzęta zaczęły ginąć, a domownicy chorować.

Takie zabobony były doskonałą pożywką dla szatana. Ludzie na Warmii bagatelizowali jego istnienie, jednak uprawiali czary, wierzyli też w przesądy. Opowiadali o zmarłych, którzy błąkają się, straszą i atakują ludzi. Melchior Wańkowicz wspomina, że na sąsiednich Mazurach można było kupić broszurkę o diable, autorstwa pastora, który wyjaśniał pochodzenie sztuk diabelskich w Prusach Wschodnich. Pastor stwierdzał, że ludność Prus była rozpita, co powodowało upadek moralny. Warto dodać, że w tak małej wiosce, jaką był Gietrzwałd, liczącej zaledwie 353 mieszkańców, istniało kilka karczm, w których ludzie tracili nie tylko pieniądze, ale też zdrowie i godność osobistą. Dodatkowo za wszelkie usługi zaborca płacił alkoholem, chcąc w ten sposób otępić naród, by łatwiej nim sterować.

W taką rzeczywistość wkroczyła Maryja. W tym czasie Gietrzwałd był nękany rządami twardej ręki „żelaznego kanclerza” Otto von Bismarcka. W zaborze pruskim, na terenie którego leżała wieś, trwała akcja o charakterze polityczno-ideologicznym zwana Kulturkampfem. Zaborca poddawał Warmię silnej germanizacji, która miała na celu zniszczenie kultury, tradycji i wiary chrześcijańskiej.

Dr Alicja Święcicka

doktor teologii, autorka książek i artykułów, badaczka losów Justyny Szafryńskiej – jednej z wizjonerek objawień maryjnych w Gietrzwałdzie

Artykuły powiązane

1 komentarz