środa, 02 październik 2019 12:54

Charyzmaty w krzywym zwierciadle.

Analizując zagadnienie korzystania z charyzmatów przez chrześcijan innych wyznań, trzeba zaznaczyć, że często katolicy nie korzystają z niektórych rzeczy, które mają. Kiedy inni z nich korzystają bez zrozumienia, my się na to oburzamy. Zapominamy o własnej tradycji.

Co więcej, zapomnieliśmy o nurcie charyzmatycznym, ponieważ zapomnieliśmy o ewangelizacji. Zatrzymaliśmy się jak apostołowie w Wieczerniku, gdzie było miło. Jednak nie przyjęliśmy „tylko” chrztu, ani nie jesteśmy ograniczeni do jednego, dwóch czy trzech sakramentów – chrztu, pokuty i Eucharystii. Mamy jeszcze bierzmowanie. Jesteśmy wezwani do tego, by nie tylko żyć w stanie łaski uświęcającej, ale również by być z innymi, współdziałać ze sobą.

Droga sakramentalna

Niestety, wiarę – podobnie jak miłość – sprowadzono do zauroczenia. Tradycjonaliści powiedzą, że chodzi o zauroczenie intelektualne, inni stwierdzą, iż chodzi o zauroczenie emocjonalne. Popełniliśmy duży błąd.

Nie jesteśmy powołani tylko do tego, by siedzieć w Wieczerniku ani być w samym tylko stanie łaski uświęcającej. Nie widzę wielkich spotkań ewangelizacyjnych tradycjonalistów, których swoją drogą bardzo szanuję. Problem jest taki, że tradycjonaliści są z Bogiem, a charyzmatycy, ewangelizatorzy są dla Boga. Natomiast trzeba pamiętać, iż jeśli człowiek jest tylko dla Boga, to wpadnie we frustrację i aktywizm. Dlatego aktywiści muszą uczyć się kontemplacyjnej postawy św. Jana, a kontemplatycy uczyć się postawy św. Piotra. Święty Tomasz z Akwinu podkreśla, że Bóg nie jest związany sakramentami. Ktoś może pomyśleć, że może więc nie są one potrzebne. Nic bardziej mylnego! Podam przykład: można jechać z Krakowa do Warszawy trasą w 2 godz. i 16 minut. Ale można również jechać do Warszawy via Pekin. Zajmie to dużo czasu i potrzeba na to ogromnej ilości pieniędzy. Jakimś cudem dotrze się w końcu do Warszawy. Ale to nie jest normalne. Dlatego trzeba powiedzieć, że droga sakramentalna jest najprostszym sposobem, by osiągnąć cel. Jeśli się kogoś kocha, to nie odwleka się spotkania. Jeśli kocham Boga i On jest dla mnie ważny, czynię podobnie. Miłość jakby upraszcza rzeczywistość i pokazuje najprostszą drogę. Stąd sakramenty stanowią najprostszą drogę dotarcia do Boga.

Jeśli ktoś jest w stanie grzechu ciężkiego, czyli został dotknięty chorobą, idzie do konfesjonału i otrzymuje rozgrzeszenie. Tylko Bóg jest w stanie coś takiego uczynić. Natomiast to, że ktoś nie korzysta z sakramentów i sam sobie wybiera drogę do Warszawy przez Pekin, wynika z tego, że człowiek jest wolny.

Dlaczego więc Bóg daje charyzmaty i działa w różnych wspólnotach niekatolickich? Ci, którzy żyją aktywnie, ale też są blisko Chrystusa, bardzo często mają pokusę, której doświadczał św. Piotr. Oto w czasie spotkania z Panem zmartwychwstałym Piotr widzi przed sobą Jana i pyta się, co będzie z nim. A Jezus mu odpowiada: „Co cię to obchodzi człowieku? Ty pójdź za Mną”.

Pokusa polega na tym, że ludzie zajmują się losem innych, uciekając od siebie samych. Całość uwagi powinna natomiast być skupiona na tym, by robić wszystko, aby nie obciążał mnie żaden grzech ciężki. Pewien wybitny święty prawosławny, Sylwan z Góry Atos, miał metodę utrzymywania umysłu w piekle, bez rozpaczy. Była to najlepsza droga do pokory. Mianowicie uznawał siebie za najgorszego, ale bez popadania w rozpacz. Była to broń na szatana.

Nie wiemy, dlaczego Bóg działa również w innych wspólnotach. Zacząłbym tu uderzać się we własne piersi. Przejęliśmy winę naszych ojców, którzy zamknęli się w Wieczerniku w pewnej estetyzacji doświadczenia religijnego i teologicznego, bez zastanowienia się, jak ma wyglądać ewangelizacja. Przecież nikt nie odetnie Dziejów Apostolskich. Nikt nie usunie słów Pana Jezusa, który mówi: „Idźcie na cały świat”. Ewangelię trzeba brać w całości.

Sądzę, że protestantów, zielonoświątkowców czy innych denominacji nie należy porównywać do katolików i mówić, kto jest lepszy, a kto gorszy. Należałoby raczej porównywać to do pewnej skali, jaką jest dziecko – dorosły. Nikt nie powie, że dziecko jest gorsze od dorosłego. Dziecko jest dzieckiem, a dorosły dorosłym. Inny jest poziom wiedzy dziecka, a inny dorosłego.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 57 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions