wtorek, 03 październik 2017 20:06

Luter i Kościół

Napisał

Rozmowa z kard. Gerhardem Müllerem, byłym prefektem Kongregacji Doktryny Wiary (2012–17). Wypowiedź dla filmu „Luter i rewolucja protestancka” (reż. Grzegorz Braun, prod. Fundacja).

500-lecie wystąpienia Lutra ma spory oddźwięk w mass mediach. Czy więcej w tym informacji, czy dezinformacji?

Owszem, oglądam telewizję, filmy i widzę, że narracja budowana jest najczęściej w sposób melodramatyczny: młody Luter, charyzmatyczny bohater itp., ale istotne problemy zostają pominięte. Albo kiedy czytam w prasie krótkie streszczenia, które mają objaśniać, czym była reformacja, i tam Kościół katolicki, ówczesny i dzisiejszy, znów przedstawiany jest jako główny czarny charakter. Wówczas człowiek – jako specjalista w tej materii – zadaje sobie pytanie, czym właściwie ludzie są tutaj ponownie mamieni. Zamiast głębszego poznania stanu rzeczy znów gra się na resentymentach, powiela się stereotypowe klisze. Nie można przecież sprowadzać rzeczy do tego, że to protestanci słuchają swojego sumienia, a my tylko bezkrytycznie słuchamy papieża. To jest po prostu od A do Z nieprawdziwe, nieprawdaż? [uśmiech]

A jednak Luter wyrasta na herosa popkultury, wyzwoliciela i jedynego sprawiedliwego.

Tak, Luter mówił o wolności chrześcijanina, ale również i o tym, że nasza wola nie jest wolna, że wszystko poddane jest predestynacji, wcześniejszemu określeniu przez Boga, a my jesteśmy tylko gliną w ręku garncarza. I dlatego nie jest tak, jak to ludzie sobie wyobrażają: rewolucjonista, swego rodzaju bohater wolności, taki Fidel Castro lub ktoś w tym rodzaju Przecież w luterańskich kościołach nie ma mowy o jakimś powszechnym wyzwoleniu, lecz utrwaliło się tam absolutystyczne, konfesyjne panowanie. To, że książęta sami określali wyznanie wiary dla swojego kraju, to jest przecież wszystkim innym niż przełomem wolności. Nigdzie potem nie było takiego ducha poddaństwa, ducha nieświętej pamięci, jak w Niemczech, przede wszystkim w Prusach, które były potem niemiecką siłą przewodnią. Chodzi o przekonanie, że władca określa wszystko, a my mamy po prostu słuchać, również wtedy, gdy jest to sprzeczne z naszym sumieniem.

Jednak wystąpienie Lutra miało swoje realne przyczyny, a błyskawiczne rozprzestrzenienie się jego ideologii nie nastąpiło bez powodu.

Nasz katolicki sposób widzenia pozostał przecież ten sam, zarówno w I czy V wieku, jak i w wieku XVI. Ale Kościół ma oczywiście również historię, musiał się wcześniej zmierzyć ze zwrotem konstantyńskim, gdy relacja państwo–Kościół została zdefiniowana w całkiem nowy sposób. W XVI wieku można przecież dostrzec – nie w całym Kościele, ale w niektórych częściach – pewne przejawy upadku. Zewnętrzne życie kościelne było, jeśli chodzi o sakramenty, takie jak zawsze, ale mimo to nastawienie wielu ludzi uległo zeświecczeniu. Również sytuacja polityczna, społeczna była bardzo niestabilna. I w tym kontekście pojawiło się oczekiwanie reformy, odnowy Kościoła w Chrystusie. Ale oczywiście pojawił się też pewien niemalże cyniczny sposób postępowania ze środkami wiodącymi do zbawienia. To zdarzyło się w Niemczech, w regionie Saksonii, gdzie rozpisano odpust. Pierwotnie jest to modlitwa Kościoła, żeby została nam odpuszczona nie wina grzechu, lecz kara za grzechy. Ale był pewien ojciec dominikanin, nazywał się Tetzel, który w dość kupiecki sposób zaoferował, że trzeba po prostu dać tylko pieniądze na budowę kościoła św. Piotra tutaj w Rzymie, a wówczas wybaczenie grzechów nastąpi niejako automatycznie. To była merkantylizacja wiary.

Ostatnio zmieniany środa, 04 październik 2017 12:12

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Nowość!

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 36 pozycji


Powered by JS Network Solutions