czwartek, 01 maj 2014 16:00

Pierwszy maja - odzyskana data

 

Co mają wspólnego pierwszomajowe pochody czczące „Święto pracy” ze świętem czarownic czy kultem demonów? Albo z Zakonem Iluminatów? Czy tylko datę 1 maja? Być może istnieją głębsze zależności, które wszystkim tym zjawiskom nadają jednakowe piętno, umieszczając je na jednej szali: cywilizacji śmierci.

 

 

 3 maja 1886 roku w robotniczych dzielnicach Chicago wrzało. Tego dnia trwający w mieście konflikt pracowniczy wkroczył w nową, dramatyczną fazę. Już trzeci miesiąc strajkowały liczne zakłady pracy. Robotnicy uczestniczący w protestach wysuwali postulaty socjalne, m.in. domagali się 8-godzinnego dnia pracy. Niestety, grupa aktywistów anarchistycznych (wśród nich przybyli z Europy zawodowi rewolucjoniści) postanowiła „ubojowić” te wystąpienia...

 

 

Krew na bruku

 

3 maja 1886 roku przed wytwórnią maszyn rolniczych McCormicka tłum radykałów, zbrojnych w siekiery i łomy, podjął próbę ataku na grupę 300 chińskich robotników, którzy odmówili przyłączenia się do strajku. Zanosiło się na krwawy pogrom, na szczęście interweniowała policja. Doszło wówczas do gwałtownych starć, w trakcie których padły strzały. Wedle różnych wersji zginęło dwóch, czterech lub sześciu uczestników zamieszek.

 

Wśród ekstremistów emocje sięgnęły zenitu. Wezwano do podjęcia walki zbrojnej z „kapitalizmem”, w tym do przeprowadzania zamachów bombowych. „Funt dynamitu wart jest buszla kul”– szczuli podżegacze.

 

Nazajutrz na placu Haymarket anarchiści zwołali wiec. Pojawił się oddział policji, który usiłował przerwać nielegalne zgromadzenie. Nagle powietrzem wstrząsnęła potężna eksplozja. Wybuchła bomba rzucona w zwarty szereg funkcjonariuszy. Wielu stróżów prawa padło, brocząc krwią. Niektórzy ich koledzy, rozwścieczeni bądź zaszokowani śmiercią i ranami towarzyszy, oddali strzały w stronę tłumu demonstrantów. Sama policja również znalazła się pod ostrzałem ze strony bojówkarzy obecnych na wiecu.

 

Chaos trwał zaledwie kilka minut, jednak w tym czasie zginęło siedmiu policjantów (ósmy funkcjonariusz zmarł z powodu doznanych wtedy obrażeń dwa lata później), a sześćdziesięciu zostało rannych. Odnotowano również co najmniej czterech zabitych i siedemdziesięciu rannych cywilów – propaganda anarchistów mówiła o kilkunastu ofiarach śmiertelnych wśród uczestników wiecu. Kilka miesięcy później, po kontrowersyjnym procesie, skazano ośmiu anarchistów, uznanych winnymi wywołania krwawych zajść. Czterech z nich skazano na karę śmierci i powieszono. Piąty, również z wyrokiem śmierci, popełnił samobójstwo, wysadzając się w powietrze za pomocą bomby, którą udało mu się skonstruować w celi (!), co uznano za symboliczne przyznanie się do winy. Pozostali trzej spędzili w więzieniu wiele lat.

 

 

Święto wiosny”?

 

W 1889 roku w Paryżu, w stulecie rewolucji „antyfrancuskiej”, zwołano kongres założycielski II Międzynarodówki. Uczestnicy zjazdu, dążąc do zacieśnienia współpracy organizacji i partii rewolucyjnych z całego świata, ogłosili coroczne obchody Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy. Początkowo nie wskazano konkretnej daty, jednak wkrótce lewica rewolucyjna zaczęła obchodzić „Święto Pracy” w pierwszym dniu maja. Oficjalnie miał to być dzień upamiętniający „męczenników z Chicago” i taką też wykładnię usłyszymy dziś z ust przeciętnego aktywisty. Wytłumaczenie to budzi spore wątpliwości, skoro krwawe zajścia miały miejsce nie 1 maja, ale w dniach 3 i 4 maja 1886 roku, nie mówiąc już o tym, że znaczną część poległych „męczenników z Chicago” stanowili policjanci zamordowani przez terrorystów.

 

Niekiedy jednak u lewicowych autorów znajdziemy inną, zaskakującą interpretację – pierwszy dzień maja miano wybrać dlatego, ponieważ był „świętem wiosny i odrodzenia”, obchodzonym „od wielu stuleci”. Wskazywałoby to na pogańskie korzenie „Święta Pracy”…

 

 

Z ciemności wypełzają demony

 

Istotnie, pierwszy dzień maja wraz z poprzedzającą go nocą miał wielkie znaczenie w niektórych religiach pogańskich.

 

Wśród dawnych Celtów uroczyście obchodzono wtedy początek lata. Związane z tym obrzędy miały ponury, demoniczny charakter. 30 kwietnia wieczorem wygaszano wszystkie ognie; świat okrywały ciemności. W mroku odżywało zło, wracał okres pierwotnego chaosu. Nazajutrz uroczyście rozniecano ogień, symbolizujący odrodzenie królestwa Słońca.

 

U Germanów noc z 30 kwietnia na 1 maja czczona była jako noc złych duchów. Podczas rytuałów składano hołd bogini śmierci Hel, władczyni mrocznej krainy zmarłych, utożsamianej z piekłem. Hel była przerażającym i bezlitosnym monstrum, którego ciało w połowie uległo trupiemu rozkładowi. Wedle mitów Hel czeka z utęsknieniem na Ragnarök – „przeznaczenie bogów” (bądź „zmierzch bogów”), apokaliptyczną bitwę, w której królowa krainy śmierci poprowadzi swych poddanych, u boku zbuntowanych olbrzymów, przeciwko bogom sprawującym rządy nad światem (Hel to również jedna z nazw piekła w mitologii norweskiej).

 

W następnych wiekach w noc z 30 kwietnia na 1 maja zwoływały się na sabaty czarownice (do dziś jest to jedno z ośmiu najważniejszych świąt tzw. Ruchu Czarownic). Nadal jest ona ważna dla okultystów i satanistów jako Noc Walpurgii – wyjątkowo perfidnie zawłaszczono tu uroczystość św. Walburgi, wielkiej misjonarki, patronki rolników i żeglarzy, prawdopodobnie pierwszej kobiety parającej się pisarstwem w Anglii i Niemczech, zmarłej w 777 lub 779 roku, której relikwie przeniesiono do kościołów 1 maja 893 roku, co w średniowieczu było odpowiednikiem kanonizacji.

 

 

Sojusz dla chaosu

 

Czy zatem wybór pierwszego dnia maja jako święta lewicy rewolucyjnej rzeczywiście mógł być swoistą deklaracją buntu wobec cywilizacji chrześcijańskiej? Nie sposób tego wykluczyć. Stwierdzenie to może wywołać spore zdziwienie u osób, którym lewica rewolucyjna kojarzy się wyłącznie z ateistycznym komunizmem. Wszakże trzeba pamiętać, że chrześcijaństwo, a szczególnie Kościół katolicki, uznawane było powszechnie za jeden z głównych filarów Starego Ładu, stąd alians wywrotowców politycznych i religijnych wydawał się naturalny. Do walki z cywilizacją zbudowaną na Ewangelii w jednym szeregu stanęli ateiści, heretycy, okultyści, również i czciciele diabła.

 

Wszak 1 maja 1776 roku Adam Weishaupt, bawarski filozof i rewolucjonista, założył Zakon Iluminatów – tajną organizację o znamionach sekty, wzorowaną na masonerii, stawiającą sobie za cel obalenie monarchii oraz wyrugowanie chrześcijaństwa jako religii panującej. Niektórzy adepci Zakonu Iluminatów zajmowali prominentne pozycje na dworach ówczesnej Europy, wykorzystując posiadaną władzę do walki z Kościołem oraz do szerzenia idei oświeceniowych. Formację w Zakonie Iluminatów (a także w loży masońskiej) przeszedł np. wpływowy polityk bawarski Maksymilian Józef von Montgelas, przez szereg lat faktyczny władca Królestwa Bawarii, którego brutalne działania wymierzone w Kościół katolicki w okupowanym Tyrolu doprowadziły do wybuchu powstania ludowego w obronie prześladowanej wiary (1809), krwawo stłumionego przez wojska bawarskie i francuskie.

 

Również wśród XIX-wiecznych wichrzycieli było wielu sekciarzy, wolnomularzy, okultystów, satanistów. Pierwszy nielegalny związek zawodowy w USA – Zakon Rycerzy Pracy – był organizacją konspiracyjną odwołującą się do socjalizmu, anarchizmu oraz... radykalnego protestantyzmu, z rytuałem masońskim. Co ciekawe, niektórzy przypisują jego aktywistom zorganizowanie manifestacji pierwszomajowej w Chicago w 1886 roku, poprzedzającej krwawe starcia w następnych dniach.

 

 

Szatan – „pierwszy rewolucjonista”

 

Niejeden z burzycieli starego porządku brał na swe sztandary Szatana jako „pierwszego rewolucjonistę”, walczącego o wolny świat, nieskrępowany nakazami i zakazami. Właśnie w takim duchu wyrażał się m.in. główny teoretyk anarchizmu, Michaił Bakunin: Diabeł jest pierwszym wolnomyślicielem i zbawicielem świata. On uwolnił Adama, wycisnął mu na czole zwycięstwo i wolność ludzkości przez uczynienie go nieposłusznym.

 

Mizdrzący się do Szatana Bakunin wstąpił do masonerii, którą usiłował wykorzystać do swych rewolucyjnych celów. Ponieważ poniósł na tym polu porażkę, pisał rozeźlony:

Szukać pociechy w masonerii, to to samo, a może gorzej, niż szukać pociech w trunku.

 

Nawet twórca „socjalizmu naukowego” Karol Marks miał podobno w młodości uprawiać rytualny satanizm, na co dowodem mają być niektóre jego wiersze. Szczególnie często przywoływały Szatana „antyklerykalne” koła we Francji i Włoszech. Jozue Carducci, mistrz 33. stopnia wolnomularstwa włoskiego, skomponował (1863) nawet hymn ku jego czci „L’Inno di Satana”, składający się z aż 50 zwrotek. Uczestnicy „antyklerykalnych” seansów nienawiści śpiewali z emfazą:

 

 

Bądź pozdrowiony, o Szatanie!

 

Buntowniku, mściwa potęgo rozumu!

 

Niech uroczyście wznoszą się ku tobie kadzidło i śluby,

 

Ty zwyciężyłeś Jehowę kapłanów.

 

Sztandary z podobizną Lucyfera noszono na „procesjach” masońskich. Wielbiły Szatana jako władcę dzienniki „Il Lucifero” i „Ateo”, zaś „Rivista della Massoneria Italiana” nadała mu tytuł: „Wielki”. Mario Rapisardi stworzył poemat „Lucyfer” wychwalający zbuntowanego anioła zwyciężającego Boga. Utworem tym zachwycał się m.in. rewolucjonista i wolnomularz Giuseppe Garibaldi, przywódca zbrojnej agresji na Państwo Kościelne (1867).

 

 

Od Lenina do Hitlera

 

Tak czy inaczej, pierwszy dzień maja stał się wyjątkowy dla „postępowców” walczących ze Starym Ładem. Marsze i wiece organizowane w tym dniu wielokrotnie kończyły się aktami przemocy i zamieszkami. Podczas pierwszomajowych manifestacji, oprócz wystąpień antypaństwowych, dochodziło również do krwawych porachunków między skłóconymi frakcjami lewicowców (czego przykładem mogą być brutalne starcia między komunistami i socjalistami w Warszawie w 1926 i 1928 roku).

 

W XX stuleciu „Święto Pracy” szczególnie podniośle celebrowano w krajach komunistycznych oraz w nazistowskich Niemczech, gdzie zyskało rangę jednego z najważniejszych świąt państwowych. Obchody „Święta Pracy” w tych krajach były swoistym naśladownictwem (oraz niezamierzoną parodią) procesji religijnych – tłumy spędzonych obywateli maszerowały pod czujnym okiem funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, posłusznie skandując hasła i śpiewając pieśni wysławiające „świetlany ustrój”, składając pokorne hołdy swym władcom, którzy „pozdrawiali” łaskawie swych poddanych z wysokości trybun.

Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 17:19

Najnowsze od dr Andrzej Solak

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • egzorcysta diecezji warszawskiej

  • profesor teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel wspólnoty kontemplacyjnej Słudzy Ducha Pocieszyciela, rekolekcjonista propagujący nabożeństwo do Dycha Świętego 

  • Adiunkt w Zakładzie Wspomagania i Analizy Decyzji, SGH w Warszawie. Specjalizuje się w teorii decyzji i teorii gier

Już 57 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions