wtorek, 01 wrzesień 2015 18:18

Bez wspólnoty człowiek umiera

Z ks. Andrzejem Kołodziejczykiem, koordynatorem Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”  diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i duszpasterzem narkomanów,

Rozmawia dr Dorota Mazur

 

Jedną z większych patologii jest brak zainteresowania

 

 

Posługuje Ksiądz jako duszpasterz w Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, w organizacji Caritas, a także pośród osób uzależnionych. Skąd „pomysł” na takie posługi?

Z pewnością jest to wynik doświadczenia, jakie wyniosłem z mojego otoczenia z czasu dzieciństwa. Poza tym na samym początku mojej posługi kapłańskiej spotykałem osoby, które nie widziały sensu życia. W zdecydowanej większości byli to młodzi ludzie, którzy zwykle przesiadywali na ławkach w parkach. Zacząłem się zastanawiać, jak do nich dotrzeć… Było dla mnie jasne, że mam być także ich pasterzem. Już w początkowych rozmowach okazywało się, że ci ludzie czuli się po prostu niekochani. Używali wszystkiego, czego mogli, ale czuli się nieszczęśliwi. Wielokrotnie wyznawali, że tak żyli ich rodzice. Aby to zmienić, zaczęliśmy pokazywać sobie nawzajem, że można inaczej.

Czy od początku towarzyszyła temu ewangelizacja?

Nie, na początku nie przekazywałem im Ewangelii. Zacząłem od towarzyszenia. Jeździliśmy rowerami i chodziliśmy na piesze wycieczki, bo ci młodzi ludzie byli ubodzy. Założyłem, że będę żył z nimi tak, by ich było stać na życie ze mną. Zauważyłem wówczas, że wielu z nich nie przejawia jakiejkolwiek motywacji.

Czym to było spowodowane?

Po prostu nikt ich nie motywował. Pierwszy raz spotkałem się wtedy z prostytucją dziecięcą. Wielu młodych ludzi „dorabiało” w hotelach. A to jest przecież pedofilia! Trzeba było uświadomić rodziców, że coś takiego ma miejsce. Jednocześnie pojawiła się okazja pomocy tym dzieciom. W 1994 r. znajomy ksiądz powiedział mi, że potrzebuje kapelana dla bezdomnych. Mój proboszcz zgodził się, żebym podjął tę posługę.

Jakie były początki pracy z bezdomnymi?

Pamiętam moje pierwsze kazanie. Stanąłem przed ludźmi, którzy nie mają dachu nad głową. Zastanawiałem się, co im powiedzieć. Było to bardzo trudne. Wówczas zrodziła się we mnie myśl, że przecież tym osobom Bóg ma o wiele więcej do zaoferowania niż otoczenie, które się od nich odsuwa. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele... (J 14, 2). Oni stracili dom, dobytek, ale w domu Ojca jest mieszkań wiele i oni mają tam przygotowane miejsce. Właśnie tam kiedyś się spotkamy. Słowa te stały się mottem w moich relacjach z tymi ludźmi. Uświadomiłem sobie również, że nawet jeśli drażni mnie ignorancja, zapach czy specyficzne patrzenie na świat przez bezdomnych, to przecież dla nich Bóg ma taki sam plan, jak dla każdego z nas.

Czyli…

Plan bycia szczęśliwymi.

A dzieci i młodzież?

Oni nadal byli obecni w moim życiu. Chciałem uzdrowić ich relacje międzypokoleniowe, bo pomiędzy młodymi a ich rodzicami istniała przepaść. To były rodziny rozbite, patologiczne, obecne w nich były przemoc oraz alkoholizm, ale nie tylko. My dzisiaj rozumiemy patologię głównie poprzez te dwie kwestie. Moim zdaniem jedną z większych patologii, pewną formą przemocy psychicznej czy duchowej, jest brak zainteresowania. Zetknąłem się wówczas z wieloma rodzinami, w których obecne były alkoholizm i przemoc. Niejednokrotnie na jakiś czas – dłuższy lub krótszy – trzeba było szukać miejsca dla dzieci z tych domów. Poznałem także rodziny zamożne, w których nie istniały żadne relacje. Rodzice wychodzili z założenia, że ich dziecko ma wszystko: jedzenie, ubranie, podręczniki, komputer. Ale nie dawali mu miłości. W domu panowało duchowe zimno. Nie było akceptacji. Należało to wyjaśnić ojcu i matce. To była bardzo trudna praca. Bogaci rodzice nie rozumieli, jak dziecko może czuć się nieakceptowane, skoro ma zapewniony byt.

Skąd wziął się pomysł posługi wśród narkomanów?

Zaproponował mi ją bp Edward Dajczak. Był to okres, kiedy alkoholicy zaczęli się integrować w grupy Anonimowych Alkoholików (AA). Alkoholikami z reguły były wtedy osoby starsze. Zdaję sobie sprawę, że dziś jest nieco inaczej, bo i struktura picia jest inna. Narkomani podpięli się więc pod AA jako NA (narcotics anonymous; Anonimowi Narkomani). Zrobiłem studia specjalistyczne z terapii uzależnień. Potem zacząłem pracować w różnych ośrodkach terapeutycznych. Wówczas uświadomiłem sobie, że potrzebą czasu nie są świeccy specjaliści, którzy umieją wyjaśnić mechanizmy związane z uzależnieniami. Niezbędne są osoby, które potrafią wejść w świat duchowy, wskazać i odkryć wartości. Dla uzależnionego narkotyk staje się jedyną wartością. On nie znosi konkurencji innych wartości. Zabija je!

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 07 wrzesień 2015 09:54
Dorota Mazur

 

dziennikarka katolicka, teolog, historyk, doktorantka z zakresu teologii biblijnej na UP JPII w Krakowie.

Najnowsze od Dorota Mazur

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 57 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions