środa, 27 luty 2019 09:52

Jezus Chrystus nadaje sens cierpieniu

Krzyż oznacza z jednej strony pełną solidarność Syna Bożego ze wszystkimi biednymi i opuszczonymi. Z drugiej – w historii męki wyraźne jest całkowite oddanie się Jezusa Ojcu z miłości do nas. On, oddając siebie Ojcu, chce nas wprowadzić w Jego życie.

Jezus wielokrotnie zapowiadał uczniom swoje cierpienie i śmierć na krzyżu. Przygotowywał ich na tę godzinę. Nie był jednak przez apostołów rozumiany. Nawet po Jego zmartwychwstaniu wielu chrześcijan nie do końca akceptowało prawdę o cierpieniu Chrystusa.

Życie naznaczone cierpieniem

Już w pierwszym stuleciu ery chrześcijańskiej powstawały błędne opinie, jakoby Chrystus miał ciało inne od naszego, a zatem Jego cierpienie miało być tylko pozorne. Jednak Nowy Testament i Tradycja Kościoła dowodziły, że Jezus naprawdę cierpiał, naprawdę miał takie samo ciało jak my, by w tym ciele odkupić ludzi z niewoli grzechu, śmierci i szatana.

Bardzo szybko powstała tzw. mistyczna teoria odkupienia. Wedle niej tylko to mogło zostać odkupione, co zostało przez Chrystusa przyjęte: Chrystus przyjął naturę ludzką, więc mógł ją odkupić jako człowiek; przyjął ludzką śmierć, więc ją odkupił w zmartwychwstaniu; przyjął ludzkie cierpienie, będące znakiem ludzkiej skończoności – i je odkupił, otwierając dla nas niebo. Chrystus nie przyjął zatem drogi cierpienia i męki na krzyżu po to, by pochwalać cierpienie jako wartościowe samo w sobie, lecz by pokazać, że tylko z Bogiem jesteśmy w stanie przezwyciężyć zło rodzące się z cierpienia. Wszystkie cuda uzdrowienia, uwolnienia i wskrzeszenia były zapowiedzią tego, co dokonało się dzięki zmartwychwstaniu. Z tego powodu chrześcijanie wierzą, że sens cierpienia i krzyża został nam objawiony w zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego.

Cierpieniem naznaczone było całe ziemskie życie Jezusa, a nie tylko ostatnie chwile. Nowy Testament wielokrotnie przytacza fragmenty Izajaszowej „Pieśni o cierpiącym Słudze Jahwe” (por. Iz 53) po to, by wyjaśnić, że Jezus nie tylko posiadał naturę ludzką, ale i stał się solidarny z losem grzeszników. Cierpienie osamotnienia, braku bliskości Boga, które stało się udziałem ludzi w wyniku grzechu, Jezus przyjmuje na siebie z miłości do nich. Jest tu obecny wymiar miłości solidarnej:

On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości (1 P 2, 24).

Jezus doświadcza ograniczeń ludzkiego ciała: głodu, pragnienia, braku snu, zmęczenia. Okazuje swoją ludzką wrażliwość i ból: płacze nad zmarłym przyjacielem, przeżywa lęk, smutek. To cierpienie egzystencjalne nie było wynikiem ludzkiej kondycji, ale owocem Jego miłości do ludzi, z którymi się solidaryzował: współczuł tłumowi, wzruszał się w obliczu cierpiących, był tkliwy wobec wszystkich żyjących w trudzie życia:

Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28).

ks. dr hab. Krzysztof Guzowski

prof. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 57 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions