poniedziałek, 01 styczeń 2018 14:40

Grzech, nawrócenie i spowiedź

Napisał

Choroba duchowa jest większym nieszczęściem niż choroba ciała. Grzeszność, jeśli zostaje puszczona samopas, niszczy człowieka duchowo. Prowadzi do śmierci duchowej, a nawet utraty życia wiecznego.

François de La Rochefoucauld, francuski pisarz, pamiętnikarz i filozof, zauważył zgryźliwie, że cnota niektórych to tylko brak okazji do grzechu. To samo zresztą mówi mądrość ludowa: Nie ty grzechy, ale grzechy ciebie opuściły, Żałuje za grzechy, kiedy już grzeszyć nie może.

Kiedy do spowiedzi nie trzeba namawiać?

Tę historię opowiadał mi mój współbrat zakonny, o. Marcin Babraj. Jako dziecko był razem z mamą i siostrami na zesłaniu w Kazachstanie. Kiedy miał 12 lat, w 1946 r., zesłańcy mogli wrócić do Polski, ale tylko ci, którzy pochodzili z ziem przedwojennej Rzeczypospolitej. Rozpacz tych, którzy musieli zostać, zdawała się nie mieć granic. Wyrażała się ona przede wszystkim religijnie. Już moglibyśmy pozostać na tej niegościnnej ziemi – wciąż powtarzała się skarga – ale żeby przynajmniej raz w roku być na Mszy Świętej…, żeby przed śmiercią można było chociaż jeden raz się wyspowiadać…, żeby chociaż jeden raz Komunię Świętą przyjąć…

Inną, nie mniej przejmującą opowieść zapisała Grażyna Lipińska w swojej książce „Jeśli zapomnę o nich”. Autorka podczas ostatniej wojny znalazła się w bolszewickim więzieniu w Mińsku. Wszystkie znajdujące się w celi więźniarki były osobami religijnymi. Modlitwa przynosiła im wiele pociechy. Tylko jedna z nich, Jadwiga Ejsmont, izolowała się od współwięźniarek. Już cztery lata siedziała w więzieniu i wciąż nie wiedziała za co. Nie przyłączała się do wspólnych modlitw. Nagle stało się coś niespodziewanego:

Pani Jadwiga początkowo patrzy w osłupieniu na każdą z nas, potem zaczyna modlić się żarliwie. Całuje kolana pani Heleny: – Pani droga – szepcze z płaczem – proszę mnie wyspowiadać z moich grzechów; ja przecież już nigdy w życiu nie zobaczę kapłana. Jesteśmy wszystkie wzruszone do łez. Pani Helena drżącym głosem odpowiada: – Siostro, Bóg miłosierny jest twoim kapłanem. Jeśli ulgę ci sprawi wyznanie przede mną grzechów, chętnie wysłucham je i będę za ciebie modliła się. Zatykamy sobie uszy, żeby nie krępować pani Jadwigi. Prawosławne w najdalszym kąciku zaczynają odmawiać swoje korne modły. Jadwiga cichutko zwierza pani Helenie swoje grzechy, zwątpienia, bóle.

Zamiast komentować to wydarzenie, przypomnę, że sam św. Tomasz z Akwinu zachęca do spowiedzi przed człowiekiem świeckim w sytuacji, kiedy nie ma dostępu do kapłana: Jeśli konieczność nagli, penitent powinien zrobić to, co może, a mianowicie obudzić w sobie skruchę i wyznać swe grzechy, komu może to uczynić, chociaż ów nie może dokonać sakramentu, czyli udzielić rozgrzeszenia. Jezus Chrystus, Kapłan Najwyższy, uzupełni to, co powinien uczynić nieobecny kapłan. Niemniej spowiedź przed człowiekiem świeckim, dokonana z pragnienia wyspowiadania się przed kapłanem, ma poniekąd charakter sakramentalny, choć nie jest doskonałym sakramentem wskutek braku czynności kapłana.

O. prof. dr hab. Jacek Salij OP

 

teolog, tomista i znawca duchowości dominikańskiej, filozof, tłumacz, pisarz i publicysta

Najnowsze od O. prof. dr hab. Jacek Salij OP

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 49 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions