wtorek, 05 grudzień 2017 19:07

Halina, która śpiewa dla Jezusa

Napisał

Z Haliną Frąckowiak, piosenkarką i kompozytorką,

rozmawia dr Mariusz Błochowiak

Skąd pomysł, żeby przyjechać na rekolekcje o Duchu Świętym?

Nie są to pierwsze rekolekcję, w których uczestniczę, wielokrotnie uczestniczyłam w rekolekcjach, które prowadził o. John Bashobora. Przyjechałam na nie za sprawą ks. Krzysztofa Guzowskiego, z którym się przyjaźnię. Bardzo go szanuję i cenię sobie jego sposób przekazu – niezwykle głęboki, a równocześnie dostępny dla ludzi na każdym poziomie rozwoju duchowego. Zostałam zaproszona na te rekolekcje. Wcześniej wielokrotnie mówiłam ks. Guzowskiemu, że jeśli będzie miał rekolekcje, to ja z wielką chęcią na nie przyjadę. Bardzo się cieszę, że teraz to się udało.

Jakie są w Pani życiu owoce rekolekcji?

Jeśli człowiek świadomie wchodzi na drogę rozwoju wewnętrznego – pogłębiania swojej wiary oraz pracy nad sobą – to myślę, że zmiany dokonują się przez cały czas, owoce są widoczne. One nie są może tak widoczne, jak w przypadku wykonywania jakiejś pracy, kiedy dostajemy za nią tyle i tyle złotych. To nie w taki sposób działa, ale te owoce na pewno odczuwa się wewnętrznie. W tej chwili uczestniczę w rekolekcjach, w których zawierzam się Jezusowi przez ręce Maryi. Widzę, jak ogromnie dużo dobra dzieje się w człowieku za sprawą systematycznego czytania Pisma Świętego. Oczywiście modlitwa jest fundamentem całego rozwoju. Modlę się codziennie. To nie jest tak, że zaraz zobaczę efekt, ale przemianę obserwuję codziennie. Ona jest widoczna w wielu sprawach. Ostatnio w trakcie rekolekcji podjęłam się pewnego zadania – nauki milczenia. To jest wielka wartość. Nawet jeśli jest pokusa, żeby wyrazić to, co się myśli, to nie zawsze posłuży dobru. Nie zawsze jest to słuszna myśl.

Dlaczego?

Ta myśl może trafić do kogoś, kto nie jest przygotowany na taką informację i odbierze ją zupełnie inaczej. Może z tego powstać wrogość.

Czyli to jest kwestia wrażliwości?

To zależy od wielu rzeczy – od przygotowania, od wrażliwości też. Jest takie powiedzenie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Powiedziałabym, że jest nawet diamentem. Ale jeśli trzeba mówić, a się nie mówi, to też jest źle. Hołduję przeświadczeniu, że zawsze trzeba mówić prawdę. Zawsze czułam, że jeśli coś jest prawdą, to powinnam to powiedzieć. Bo jeśli ja nie powiem, to nikt tego nie powie. Ludzie wolą „miękką” mowę, żeby ich nie dotknąć, nie urazić.

W jaki sposób wiara wpływa na Pani życie zawodowe?

Zawsze wpływa dobrze. Przed wyjściem na scenę pozostaję przede wszystkim w relacji z Bogiem. Nie wyobrażam sobie wyjścia na scenę czy nawet pozostawania na niej bez odniesienia do Boga. To nie o to chodzi, że muszę wykonać ruch, muszę zaśpiewać, głos musi funkcjonować. Ważne jest to, co jest w sercu. Modlę się przed wyjściem na scenę, ale modlę się też za tych ludzi, którzy są na widowni. Proszę o Boże błogosławieństwo dla nich. To jest widoczne w mojej relacji z ludźmi. Nie wiem, jak by widzowie reagowali,

gdybym się nie modliła.

dr Mariusz Błochowiak

Fizyk, pracował naukowo w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech oraz instytucie badawczym SINTEF w Norwegii. Interesuje się metodologią i filozofią nauki oraz relacją między wiarą a nauką. Wydawca "Miesięcznika Egzorcysta", prezes Zarządu wydawnictwa Monumen.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Nowość!

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 36 pozycji


Powered by JS Network Solutions