środa, 30 wrzesień 2015 21:38

Czy w nauce tkwią korzenie ateizmu?

Napisał

Dla Richarda Dawkinsa, jednego z przedstawicieli tzw. nowego ateizmu, kluczem do zrozumienia świata jest teoria ewolucji. Ateizm wprost ma się w niej zawierać. Brytyjski ewolucjonista dodaje, że nauka znosi religię i wiarę w Boga.

 

Stanowisko Dawkinsa podzielają inni przedstawiciele nowego ateizmu: Daniel Dennett, Sam Harris, Christopher Hitchens, Victor J. Stenger. Głoszą oni, że nauka (rozumiana jako zespół dyscyplin empirycznych) umożliwia pełne zrozumienie i wyjaśnienie całej rzeczywistości, w tym „świata religii”. Odkrycia naukowe – podkreślają – są na tyle pewne i dokładne, że współczesna nauka nie powinna przyzwalać na religię oraz wiarę w Boga. Religia – twierdzą – jest nieracjonalna i sprzeczna z nauką. Nie należy jej tolerować, lecz winno się ją zwalczać jako przesąd i przejaw fanatyzmu. Co ciekawe, w przeszłości przekonanie o tym, że rozwój nauki zniesie religię, głosili np. Ludwig Feuerbach i Friedrich Nietzsche. Jak widać, pogląd ten wcale się nie zestarzał. Czy jednak nauka rzeczywiście zagraża istnieniu religii? Czy ma w sobie zalążki ateizmu?

 

Dwie koncepcje

U początku przypuszczenia, że nauka może kiedyś wyprzeć religię, znajdują się dwie koncepcje. Pierwsza z nich dotyczy poglądów na genezę religii. Otóż według niej religia miała powstać – jak zaznacza ks. Marian Rusecki – jako rezultat nieznajomości sił przyrody. Człowiek pierwotny, nieznający świata, czuł przed nimi lęk („Istota i geneza religii”, Lublin- -Sandomierz 1997, s. 123-124). Religia miała być wiedzą o rzeczywistości, a także pełnić funkcje prymitywnej nauki. Zwolennicy tego stanowiska byli i są zdania, że wraz z postępującym rozwojem nauki oraz głębszym poznaniem przyrody i jej praw zmniejsza się obszar panowania religii. Druga koncepcja odnosi obiektywnym i pewnym poznaniem naukowym jest poznanie o charakterze empirycznym (M. Rusecki, „Traktat o religii”, Warszawa 2007, s. 164). Wszystko to, co nie podpada pod doświadczenie nie istnieje albo jest niepoznawalne. Współcześnie tę drugą koncepcję chętnie wykorzystują przedstawiciele nowego ateizmu. Do idei „ateistycznej nauki” krytycznie odnoszą się jednak nie tylko teologowie, lecz także filozofowie. Alvin Plantinga stwierdza, że nauka nie dostarczy odpowiedzi na wszystkie pytania, stąd nie może zastąpić religii i wiary w Boga. Jeśli ktoś tak utrzymuje – dodaje – głosi poglądy bezkrytyczne. Plantinga twierdzi zatem, że nauka nie stanowi zagrożenia dla religii i wiary w Boga. Dlaczego?

 

Czym jest nauka?

Już od lat szkolnych jesteśmy kształceni, że nauka potrafi niemal wszystko zbadać i wyjaśnić. Przed nią nie ma tajemnic. Mają o tym świadczyć odkrycia zarówno w astronomii, fizyce kwantowej, jak też z pogranicza medycyny i technologii. Rzeczywiście, odkrycia w nauce przyprawiają o zawrót głowy! Dla przykładu, w minionym roku po raz pierwszy w historii ludzkości na powierzchni komety wylądował lądownik uwolniony z pokładu sondy kosmicznej Rosetta. W 2014 r. opracowano także bezsoczewkowy mikroskop, pozwalający wykryć komórki nowotworowe na poziomie komórkowym. Z kolei w 2012 r. ogłoszono odkrycie nowej cząstki elementarnej, zwanej bozonem Higgsa. Pomimo przywołanych przykładów okazuje się, że rzeczywistość nauki jest nieco inna, niż na pozór się wydaje. Nauka nie jest monolitem. Ulega nieustannym przemianom i rozwojowi. Ciągle powstają nowe dziedziny wiedzy. Co więcej, sam termin „nauka” nie jest ani stały, ani jednoznaczny, co skutkuje pewnymi konsekwencjami. Po pierwsze, nie można zacieśniać definicji nauki wyłącznie do nauk empirycznych, jak fizyka, biologia czy chemia, czego chcieliby Dawkins i jego zwolennicy (podobne teorie propagowano zresztą w komunizmie). Po drugie, nie należy ograniczać przedmiotu badanego do pewnego tylko wycinka rzeczywistości, np. przedmiot badań jednej nauki nie może ograniczać przedmiotu badań innej. Po trzecie, nie można uznawać żadnej metody naukowej (np. metody doświadczalnej) za jedyną. Każda dyscyplina naukowa ma do dyspozycji pewien wycinek rzeczywistości, czyli własny przedmiot, który bada z użyciem właściwych sobie metod. Dzięki temu poznawanie danego wycinka rzeczywistości jest bardzo dokładne i precyzyjne, a osiągane rezultaty są sprawdzalne. Ponadto każda dyscyplina naukowa ma własny zakres kompetencji metodologicznych, których musi ściśle przestrzegać po to, by być nauką. W przeciwnym razie mogłaby powstać sytuacja, w której np. chemia zajmowałaby się życiem hipopotama. Nawiasem mówiąc, przestrzeganie owych kompetencji jest „słabą stroną” przedstawicieli tzw. nowego ateizmu. Niestety, specjalizacja niesie ze sobą pewien skutek uboczny. Okazuje się, że np. historyk świetnie znający broń używaną w okresie wojen napoleońskich niekoniecznie orientuje się w przebiegu bitwy pod Stalingradem. Nadto powstaje pewna paradoksalna sytuacja. Naukowcy już dawno zauważyli, że im głębiej wnika się w dany obszar rzeczywistości (np. w fizykę kwantową, biologię molekularną), tym więcej rodzi się pytań i problemów. A powinno być przecież odwrotnie. Wnikanie w jakiś wycinek świata winno dać jednoznaczne odpowiedzi. Tak jednak nie jest.

Ostatnio zmieniany czwartek, 01 październik 2015 10:41
dr Paweł Sokołowski

teolog, historyk, redaktor

Najnowsze od dr Paweł Sokołowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 55 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions