sobota, 08 luty 2014 01:00

Anioł nasz przyjaciel

Napisał
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Z Grzegorzem Felsem, katechetą i publicystą katolickim, autorem Miesięcznika Egzorcysta, rozmawia Juliusz Gałkowski 

 

Często spotyka nas pomoc lub życzliwość. Zwykle jednak nie przychodzi nam do głowy, że osobą, która nam pomaga, jest anioł – jeżeli nawet mówimy o Bożej interwencji, to raczej sądzilibyśmy, że jest to człowiek, którego natchnął Bóg. A Pan opisuje historie, które wprost nazywa działaniem aniołów na ziemi. Skąd przekonanie, że to właśnie aniołowie?

Nie należę do osób, które wpadają w skrajności, wszędzie i we wszystkim widząc działanie anioła (jak ma to np. miejsce w ideologii New Age). Ja tego anielskiego działania po prostu nie wykluczam. Nawet więcej – mam uzasadnione przekonanie, że aniołowie istnieją i w różnych życiowych sytuacjach bardzo subtelnie nam pomagają. Tym właśnie mocnym przekonaniem dzielę się z Czytelnikami „Miesięcznika Egzorcysta”. Podaję przy tym konkretne świadectwa, często poparte autentycznym nazwiskiem osoby, która je daje – zawsze można to sprawdzić. Docierają też do mnie informacje zwrotnie od Czytelników, z których wynika, że wcale nie jestem w swoich poglądach osamotniony.  Oczywiście nie wszystkie „manifestacje” anielskiej pomocy są tak spektakularne i jednoznaczne w swej wymowie, jak te, które przytaczam w swoich artykułach. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że większości subtelnych „anielskich wtrąceń” w nasze życie nawet nie zauważamy, tłumacząc nietypowe dla nas zdarzenie jakimś nieokreślonym „szczęśliwym trafem”. 

 

Jakoś trudno nam, realistom, przyjąć istnienie aniołów. 

Tak, już chyba łatwiej uwierzyć niektórym w istnienie kosmitów. Przynajmniej argumenty na ich istnienie zdają się być jakieś „bardziej naukowe”. Ale jakieś „mityczne” anioły?  Wiara w ich istnienie (nie mówiąc już o pomocy) w XXI w. zdaje się trącić myszką!Czy aby wielu z nas, katolików, tak nie myśli? 

 

Coś jednak zaczyna się na tym polu zmieniać. Coraz więcej ludzi zaczyna jakby na nowo odkrywać, że świat duchowy naprawdę istnieje. Że nie jest on tylko opisaną w Biblii i wyniesioną z domu szacowną tradycją –  takim „muzealnym eksponatem”, który może i cenimy, ale boimy się samemu dotknąć, by „nie uszkodzić”. Niektórzy błądząc na bezdrożach wiary, doświadczyli na sobie strasznego działania upadłych aniołów (czasem musieli później szukać pomocy u księży egzorcystów). Inni byli naocznymi świadkami coraz liczniejszych w naszych czasach opętań. Tego typu, często szokujące, doświadczenie znacząco weryfikuje poglądy na wiarę – podnosi jej temperaturę. Skoro zaś ludzie przekonują się co do realnego istnienia złych duchów, to nie powinni wątpić w istnienie tych dobrych, czyli aniołów. 

 

Poruszając tematykę dotyczącą świata duchowego, trudno nam mówić o jakichś konkretnych, namacalnych dowodach jego istnienia. Siłą rzeczy musimy opierać się na wierze, której podstawy znajdujemy w Biblii. Człowiek zawsze jednak będzie szukał jakiegoś konkretu, dowodu, który by tę jego wiarę dodatkowo uzasadniał. Czy Pan znalazł coś takiego, co utwierdziło i ożywiło Pańską wiarę w anioły?  

Z pewnością wpłynęła na to moja niezwykła przygoda we Władysławowie w 1994 r., kiedy tonąłem na niestrzeżonym kąpielisku. Wówczas dosłownie w ostatnim momencie – tuż po wezwaniu Bożej pomocy –  zostałem niespodziewanie wyciągnięty z morskiej otchłani. Początkowo uznałem, że pomógł mi jakiś przypadkowy ratownik. Kiedy jednak później spokojnie przeanalizowałem wszystkie fakty dotyczące tego zdarzenia, dostrzegłem w nim… pomoc anioła. Pisałem o tym bardziej szczegółowo w jednym z numerów „Miesięcznika Egzorcysta”. 

 

Niesamowitym i chyba jedynym w swoim rodzaju „namacalnym” dowodem na istnienie świata duchowego jest anielskie proroctwo z 3 V 1863 roku, dotyczące… Jana Pawła II. Wówczas to bowiem w Przemyślu niejaki Józef Dąbrowski i grupa jego przyjaciół usłyszeli z ust niepozornego, ubranego na biało młodzieńca niezwykłe proroctwo dotyczące przyszłości Polski. Padły wtenczas m.in. znamienne słowa: Najwyżej zaś Pan Bóg Was wyniesie, kiedy dacie światu Wielkiego Papieża. Gdy 10 V 1997 roku Jan Paweł II odwiedził Miejsce Piastowe, na frontonie tamtejszego michalickiego sanktuarium zauważył baner z wypisanymi słowami anielskiego proroctwa. Papież pokiwał wówczas głową, mówiąc: Znam, znam. Innym razem, gdy księża michalici pytali Jana Pawła II o to przesłanie, powiedział im w wielkiej pokorze, iż ono nie dotyczy jego, bo jest w nim mowa o „Wielkim Papieżu”… 

 

Dla osób chcących osobiście sprawdzić moje słowa dodam, że nie powinno być z tym problemu. Proroctwo to bowiem spisał  przyjaciel Józefa Dąbrowskiego, bł. ks. Bronisław Markiewicz. Uczynił to już w 1890 roku, od razu rozpoznając  w tym prorokującym młodzieńcu Anioła Polski. Ks. Markiewicz umieścił również jego prorocze słowa w swej książce „Bój bezkrwawy” . Pierwsze jej wydanie miało miejsce w 1908 r. – czyli 70 lat przed pamiętnym konklawe, na którym wybrano Papieża Polaka! W izbie pamięci bł. ks. Markiewicza w Miejscu Piastowym nie znalazłem co prawda tego I wydania, ale jest tam za to niewiele młodsze II wydanie książki z 1913 r. Dzięki uprzejmości sióstr niepokalanek z Szymanowa dotarłem też do unikatowego listu (z ok. 1914 r.), autorstwa zakonnicy tego zgromadzenia, s. Emilii, której Dąbrowski również po latach zwierzał się ze swego widzenia. W liście tym również jest ta sama anielska wzmianka o Polaku Papieżu. Jak tym faktom nie wierzyć? Zainteresowanych bliższymi szczegółami dotyczącymi tego proroctwa (jak i innych anielskich objawień), odsyłam do swojej książki: „Uwierzcie w Anioła”. 

 

Tak naprawdę nie tylko nie rozumiemy, kim są aniołowie, ale nie wiemy o nich właściwie nic. A jednak można o nich coś powiedzieć.

Nie do końca mogę się zgodzić z twierdzeniem, że właściwie nic o aniołach nie wiemy. Przecież Pismo Święte wspomina o nich ponad 300 razy!  Już z samej tylko Biblii dowiadujemy się, że jest ich ogromna, niewyobrażalna wręcz ilość. Że istnieli już przy stwarzaniu Ziemi i że są nieśmiertelnymi duchami o wolnej woli. Znajdujemy też wiele biblijnych przykładów na to, iż aniołowie towarzyszą i pomagają człowiekowi, chroniąc go przed niebezpieczeństwem. Przekonuje nas św. Paweł: „Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?” (Hbr 1, 14). Modlimy się również słowami Psalmu: „Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach” (Ps 91, 10-11). I strzegą – tylko pojawia się istotne pytanie: czy my słowom Pisma Świętego tak do końca wierzymy? 

 

A kim jest Anioł Stróż? Codziennie wieczorem mój syn odmawia do niego modlitwę. 

Nieco przekornie zapytam: dlaczego tylko syn? Przecież według nauki Kościoła, mocno zresztą osadzonej w Piśmie Świętym, opieka Anioła Stróża rozpoczyna się co prawda z chwilą narodzenia człowieka, ale kończy dopiero w momencie jego śmierci. Widzimy zatem, że Anioł Stróż opiekuje się nie tylko dziećmi, choć taki właśnie obraz jest utrwalony na wielu popularnych obrazkach. 

 

Również św. Mateusz zwraca uwagę: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18, 10). Ewangelista chce jednak przez to podkreślić, iż mamy szanować każde, nawet najmniejsze życie ludzkie, gdyż Aniołowie Stróżowie wstawiają się za każdym u Boga – wiek nie robi tu różnicy. 

 

Do posług Anioła Stróża należy usuwanie wszystkiego, co może zaszkodzić naszemu zdrowiu i życiu. Ostrzega też przed zasadzkami złego ducha. Oświeca, poucza i zachęca nas do godnego życia. Gdy jednak mimo wszystko upadamy, Anioł Stróż nas nie opuszcza, ale będzie błagał Boga o łaskę nawrócenia. Podobnie zresztą jak wszyscy aniołowie, niczego on tak nie pragnie, jak nawrócenia grzesznika. 

 

Niektórzy święci, m.in. św. Gemma Galgani czy św. o. Pio, przyjaźnili się ze swym Aniołem Stróżem i to dosłownie. W jednym z listów świętego włoskiego stygmatyka możemy przeczytać niezwykłe i szczere wyznanie: „Po Bogu i Matce Bożej Anioł Stróż jest dla mnie najbliższym przyjacielem na ziemi”. 

 

Niejednokrotnie Anioł Stróż pomagał o. Pio w tłumaczeniu i zrozumieniu listów, które przychodziły do niego z różnych stron świata. Święty zakonnik wysyłał go też, by „dogadał się” z Aniołem Stróżem osoby, z którą o. Pio miał coś ważnego załatwić. Ot, takie małe anielskie „przygotowanie gruntu” przed trudną rozmową. Jak czytamy w jego biografii, nigdy się przy tym nie zawiódł i swoim duchowym dzieciom również polecał, by z tej jego „metody” korzystali. Przyznaję, że kilka razy sam spróbowałem i… potwierdzam jej skuteczność. Najczęściej jednak pamiętam o modlitwie do swojego Anioła Stróża przed wyruszeniem w dalszą podróż. Proszę go wówczas o opiekę i wiem, czuję to po prostu, że mogę być o to spokojny.

 

Może właśnie dlatego, że modlitwa do Anioła Stróża to mimo wszystko jest najczęściej modlitwa dziecięca, obraz anioła mocno się zinfantylizował? Jakże często mówimy nie o aniołach, lecz o „aniołkach”, „jamiołach”. A w sklepach są aniołowie od szczęścia, od pieniędzy, od miłości… Stali się oni drugorzędnymi elementami popkultury. 

 

Wizerunki aniołów, które  widzimy w sklepach, to głównie skrzydlate anielice i anielątka. Zapewne każdy z nas ma dziś w domu tego typu „aniołki”, widoczne na pocztówkach, obrazach lub figurkach. Chyba dziewięćdziesiąt dziewięć procent naszych „domowych przedstawień” aniołów to skrzydlate dzieci, czasem „anielice”. Niewielki ułamek z tego to aniołowie przedstawieni jako „młodzieńcy”. 

Szukając odpowiedzi na pytanie; dlaczego w popularnej kulturze przyjęły się takie, a nie inne niebiblijne wizerunki aniołów, musimy się cofnąć aż do czasów wczesnego renesansu. Wtedy to bowiem we Włoszech pojawiły się pierwsze kobiece i dziecięce przedstawienia tych duchowych istot. 

 

W renesansie w ogóle zaczęto łączyć ze sobą np. motywy mitologiczne z chrześcijańskimi. Twórczość renesansowa (w przeciwieństwie do mocno uduchowionej sztuki średniowiecza) sławiła człowieczeństwo i piękno świata widzialnego. Anioły zaś niemal zawsze były postrzegane jako istoty zachwycające swym pięknem i bliskie ludziom. Tu już jesteśmy o krok od zrozumienia, dlaczego od czasów renesansu wiele z nich przybrało w sztuce kobiecą postać. 

 

Artyści renesansu zaczęli utożsamiać anioły z muzami, ulotnym natchnieniem, a więc… piękną kobietą. Kobiety były wówczas traktowane jako symbol piękna, kruchości i delikatności. Po artystycznym zabiegu dodania im białej szaty oraz skrzydeł stały się zarazem anielskim symbolem czystości oraz naturalnymi strażniczkami i opiekunkami małych dzieci. 

Okres romantyzmu dodatkowo wzmocnił to wyobrażenie. Romantycy traktowali kobiety jak istoty niemal spoza świata materialnego. Postrzegali je jako istoty w swej naturze czyste, jasne i piękne. Lubili je porównywać do białego kwiatu czy ulotnej postaci anioła. Chcieli przez to wyrazić ich duchowe piękno. Panie często nosiły wówczas imię Aniela, które również ma swe delikatne, anielskie odniesienie. 

 

Ten wizerunek opiekuńczego anioła, utożsamianego przez artystów z piękną kobietą, utrwalił się i przetrwał do dnia dzisiejszego, „trafiając pod strzechy”. Jest na tyle popularny, że znajdziemy go nawet w sztuce sakralnej, nie mówiąc już o pseudoduchowym świecie New Age. 

 

 

A co z anielskimi skrzydłami? 

Okazuje się, że (podobnie jak z anielicami) to też jest „robota artystów”. Przyjęło się bowiem w sztuce, że skrzydła te oznaczają uwolnienie od tego, co ziemskie. Symbolizują szybkie wznoszenie się ku Bogu i przynależność do jego Królestwa. 

 

Współczesne anielskie wizerunki kontynuują po prostu pewną artystyczną tradycję przedstawiania aniołów (często kobiet) ze skrzydłami. Widzimy różnego rodzaju anioły opiekunki, towarzyszki, chórzystki czy anioły-dzieci. 

 

 

No właśnie - dlaczego dzieci? 

Odpowiedzi na to pytanie również musimy poszukać w sztuce. Najbardziej chyba znane dwa małe aniołki znajdujemy u dołu genialnego renesansowego dzieła Rafaela „Madonna sykstyńska”. Od tego czasu mocno wpisały się one w historię sztuki sakralnej „wypełniając” i „ożywiając” sobą niebo – w baroku nawet sporo „przytyły”. Oczywiście trudno w nich szukać jakichś biblijnych odniesień. Aniołki są po prostu symbolem (i tylko symbolem) niewinności i bezgrzeszności, jakie charakteryzują małe dzieci, czyniąc je przez to podobnymi do aniołów.

My również lubimy naszych milusińskich określać pieszczotliwym mianem „aniołków”. Nawet na małych dziecięcych nagrobkach spotykamy czasem nostalgiczne (choć oczywiście teologicznie niepoprawne) słowa: „Powiększył grono aniołków”, którym niekiedy towarzyszą pomniki z uskrzydlonymi dziećmi. Dodam na marginesie, iż jedna z piękniejszych rzeźb tego typu znajduje się w Żyrowej w woj. opolskim. Jest ona dłuta wybitnego – mieszkającego i ożenionego na Górnym Śląsku – niemieckiego rzeźbiarza, Josefa Limburga (1874–1955). Wykonał on w swym życiu wiele rzeźb, w tym również dwa piękne anioły z brązu, które można dziś podziwiać w sanktuarium św. Józefa w Rudzie Śląskiej. 

 

Życie pokazuje, że wszystko, co piękne, dobrze się sprzedaje. Motywy anielskie w branży handlowej nie są od tej reguły wyjątkiem. W przypadku zaś współczesnych „anielskich” wyrobów dochodzi do tego również… komercja. 

 

Obraz anioła poprzez białą suknię i nieco androginiczny wygląd, jakie widzimy na pobożnych obrazach, czyni je postaciami raczej mało kojarzonymi z siłą i potęgą. A przecież to są Moce i Potęgi. Czy anioła należy się bać, czy raczej stawiać na półeczkę, jak bibelot?

Myślę, że ani jedno, ani drugie. Któż bowiem się boi swojego przyjaciela? Zresztą, było nie było, „słodkiego” anielskiego wizerunku też bym nie kupował (no, może zrobiłbym mały wyjątek dla dzieci). Niewiele bowiem taki „aniołek” ma wspólnego z biblijno-duchową rzeczywistością. Są piękne, często tradycyjne figury i obrazy Michała Archanioła. Zawsze możemy się w nie zaopatrzyć, pamiętając o modlitwie.

 

A czasami zarzuca się ludziom, że mówiąc o aniołach, wracają do średniowiecza albo nawet do pogaństwa. Czy nabożeństwo do aniołów nie odciąga nas od Boga?

Do powszechnie znanych czcicieli aniołów zalicza się błogosławionego, a wkrótce już świętego, papieża Jana XXIII. Od dzieciństwa, przez całe swe życie, praktykował on nabożeństwo do Anioła Stróża. Może to kogoś zaskoczy, ale wyznał kiedyś, iż 5 razy dziennie odmawia modlitwę „Aniele Boży Stróżu mój” i w głębi serca w ten sposób się ze swoim Aniołem Stróżem kontaktuje. Pytanie retoryczne: czy te pobożne praktyki odciągnęły go od Boga? 

 

 


 

Grzegorz Fels 

Absolwent Wydziału Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, katecheta w ZSO nr 2 im. G. Morcinka w Rudzie Śląskiej, katolicki publicysta. Założyciel i redaktor naczelny ogólnopolskiego kwartalnika „Sekty i Fakty” (1998–2009). Regularnie współpracuje z „Miesięcznikiem Egzorcysta” oraz michalickim dwumiesięcznikiem „Któż jak Bóg”, gdzie prowadzi dział „Fałszywe oblicza aniołów”. 

Autor wielu artykułów oraz książek:

- Świadkowie Jehowy bez retuszu (Niepokalanów 1995, 19962)

- Dwa oblicza Hare Kriszna (Niepokalanów 1997)

- Ostatnie rekolekcje śląskiego egzorcysty. Ks. Marek Drogosz (Katowice 2007, 2008, 2009)

- Uwierzcie w Anioła (Kraków 2013)

 

Pod jego redakcją ukazały się prace zbiorowe:

- Satanizm w Polsce i Europie – stan obecny i profilaktyka (Ruda Śląska – Tychy 2004)

- Terroryzm w sektach (Ruda Śląska – Tychy 2004)

 

Współautor dwóch międzynarodowych prac zbiorowych, wydanych w Bratysławie przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury Republiki Słowacji:

- Európa a nové náboženské hnutia (Bratislava 2003)

- Náboženská skupina ako potenciálny zdroj závislosti (Bratislava 2004) 

 

 

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 07 wrzesień 2015 10:53
Juliusz Gałkowski

historyk sztuki, publicysta, bloger

Więcej w tej kategorii: Polska otrzymała misję »

Drodzy Czytelnicy,

okladka E099 1120

wspierajmy się nawzajem w tym trudnym czasie! Temat nowego numeru „Miesięcznika Egzorcysta to Śmierć - brama do życia. Zakupów możesz dokonać w naszej księgarni internetowej MONUMEN.PL

Polecamy

  • najnowszy numer „Miesięcznika Egzorcysta”, również w wersji cyfrowej.
  • prenumeratę „Miesięcznika Egzorcysta” w wersji papierowej lub cyfrowej
  • duży wybór książek oraz archiwalne numery miesięcznika, także w wersji cyfrowej oraz
  • dewocjonalia.

Nie musisz wychodzić z domu. „Miesięcznik Egzorcysta” i książki prześlemy na Twój adres.

Bądźmy razem

Zespół „Miesięcznika Egzorcysta”

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 67 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem