Wydrukuj tę stronę
wtorek, 04 listopad 2014 22:59

Gdy Bóg gasi światło

Wiele osób nie widzi potrzeby rozwoju duchowego,

zwłaszcza że wygodniej jest pozostawać na poziomie

potrzeb materialnych. Zdarza się jednak, że ktoś – na

przykład pod wpływem nawrócenia – dostrzeże

bogactwo duchowych treści. Zaraz więc nabiera

dystansu do zwykłych i przyziemnych spraw.

Równolegle koryguje swoją dotychczasową moralność.

Po pewnym czasie osoba ta widzi siebie jako bardzo

uduchowioną i moralnie nienaganną. Z radością oddaje

się długim modlitwom, chętnie korzysta z wszelkich

dostępnych rekolekcji, gromadzi masowo dewocjonalia.

A jeszcze większych satysfakcji i doznań oczekuje

z przyjmowania sakramentów świętych. Święty Jan

od Krzyża opisuje taką postawę w swym dziele pt.

„Noc ciemna”, nazywając ją łakomstwem duchowym.

Tej postawie nierzadko towarzyszy uczucie dumy

z osiągnięć w doskonaleniu siebie. Osoba, która osiąga

ten poziom, żywi przekonanie, iż wyciszyła wszelkie

niskie pożądania i jest moralnie czysta jak łza.

Gdy zatem nasz łakomczuszek uzyska odpowiedni

pułap pewności co do swej doskonałości, gdy z ziemią

będą łączyć go już tylko buty, właśnie wtedy wszystko

się nagle urywa. Święty Jan od Krzyża ujmuje to tak:

Gdy [duszom tym], jak sądzą, przyświeca światło łask

Bożych, wtedy właśnie Bóg gasi światło.

Od tego momentu rozpoczyna się „ciemna noc

duszy” – człowiek traci duchową busolę, orientację

co do celu i sensu, ma poczucie opuszczenia przez

Boga i wystawienia na przypadkowość zdarzeń,

zwodniczych i demonicznych sił. Przeżywa straszną

wewnętrzną pustkę. W niczym nie znajduje ukojenia,

nawet w modlitwie, która wtedy właśnie sprawia

największe trudności. „Ciemna noc” przeżywana jest

tak, jakby miała się nigdy nie skończyć, dlatego bywa

porównywana do duchowego piekła.

Taki stan podobny jest do depresji psychicznej.

Depresja ma jednak przeciwne przyczyny, wynika z utraty

jakichś dóbr, często materialnych. Stan „nocy duszy”

następuje w trakcie przyswajania dóbr duchowych. Nie

jest wynikiem niepowodzeń życiowych, wręcz przeciwnie.

Poza wszystkim to Bóg zsyła to doświadczenie jako

potrzebny, a w wielu wypadkach nawet konieczny, epizod

rozwoju duchowego. W końcu przychodzi moment, kiedy

Bóg daje wreszcie łaskę pocieszenia, i tak jak ta „noc”

raptem się zaczęła, tak też się kończy.

Stan „nocy duszy” podobny jest też do stanu acedii,

jednak nim nie jest. Za acedią bowiem stoi Szatan – jest

skutkiem ulegania jego pokusom odrywania się od

bieżących obowiązków i tęsknoty za czymś innym.

Wywołuje horror loci – człowiek nie jest w stanie skupić

się na czymś konkretnym ani wysiedzieć w jednym

miejscu. Acedia była opisywana przez myślicieli

chrześcijańskich już od czasów starożytnych. Zły duch,

nazywany przez ojców pustyni „demonem południa”,

wykorzystuje słabości ludzkiej woli i niedojrzałość

charakteru – skłonność do wygody, niecierpliwość, pychę,

nieposłuszeństwo – by człowiek żył bardziej mirażem

niż teraźniejszością po to tylko, aby nie wykonywał

dobrze swych obowiązków. Stan ten sytuuje się bardziej

w przestrzeni grzechu (przez wielu identyfikowany

z lenistwem) niż choroby depresji czy oczyszczenia

duchowego.

Doświadczenie „nocy ciemnej” jest tymczasem

oczyszczające: z przywiązania do rzeczy błahych,

przekonania o własnej doskonałości oraz ze wszelkich

innych przejawów pychy. Dla autentycznego duchowego

rozwoju jest to często niezbędne katharsis duszy.

Ostatnio zmieniany niedziela, 21 czerwiec 2015 21:42
Artur Winiarczyk

Redaktor Naczelny miesięcznika Egzorcysta

Najnowsze od Artur Winiarczyk

Artykuły powiązane

5 komentarzy