poniedziałek, 30 grudzień 2019 13:52

Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz?

Napisał

Bóg walczy o każdego człowieka – o świętego i o grzesznika, o tego który się Go wypiera i tego, który Go nie zna wcale. Pokonawszy szatana na Krzyżu, Jezus walczy o nasze serca i naszą miłość.

Świadectwo wiary ma być opowieścią o Panu, a nie o nas. To Jemu należy się chwała i cześć za to, czego dokonał w naszym życiu. On stanowi dawcę życia i jego wola jest ważniejsza od naszej. W świadectwie wiary nie jest ważna osoba, jej życie to tylko kanwa, na której tka Bóg. On jest tu najważniejszy, a ja jestem tylko świadkiem Jego miłości. Napisałam to świadectwo, aby ukazać, jak Bóg interweniuje w naszym życiu, jak niezmiernie kocha i pochyla się nad ludzką biedą i kruchością, aby zwrócić nam godność dziecka Bożego.

Bożki ze srebra i złota

Ochrzczono mnie potajemnie przed władzami komunistycznymi. Mój tato był pilotem wojskowym, a dzieci wojskowych nie wolno było chrzcić. Nie znam z dzieciństwa Kościoła, byłam tylko parę razy na ślubach i pogrzebach rodziny. Wychowywałam się w małym miasteczku, na osiedlu garnizonowym, z dala od „wywrotowych katolików”. Ale czy to znaczy, że nie miałam w sercu Boga?

Moi rodzice nie dostali ślubu kościelnego, ponieważ metryka mojego ojca spaliła się wraz z kościołem, kiedy Rosjanie wkroczyli do Równego we wrześniu 1939 r. Kiedy młody braciszek w Niepokalanowie odmówił rodzicom ślubu, moja mama była bardzo rozżalona. W miasteczku, w którym rodzice mieszkali, nie mogli wziąć ślubu ze względu na rozkazy, jakim podlegał ojciec. Ale wychowywali mnie porządnie i moralnie. Nie było w naszej rodzinie świadomie Osobowego Boga, ale była miłość. Dzieciństwo i czas nastoletni upływał mi bezpiecznie i beztrosko, może dlatego że wtedy pokusy były innego rodzaju i domowa dyscyplina bardziej surowa niż obecnie. Pana Jezusa znałam tylko z opłatków Bożonarodzeniowych, kiedy tato czasem opowiadał mi coś o Panu Bogu, ale jak to dziecko, szybko zapominałam.

W szkole średniej zetknęłam się bliżej z religią poprzez literaturę i sztukę, zwłaszcza, że zamieszkaliśmy w Krakowie, gdzie życie religijne tętniło prawdziwą wiarą. Na religię nigdy nie chodziłam, w licealnej klasie było nas tylko dwie takie „zakały”. Ale za to pracowałam w samorządzie szkolnym z obecnym biskupem Rysiem i obecnym ks. Furtakiem. Pamiętam, że pół liceum kochało się w Grzesiu, a pół w Emilu i jak nam, dziewczynom, było łyso kiedy obaj oznajmili, że wstępują do seminarium.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 30 grudzień 2019 13:57
Lidia Węgrzynowicz OPs

doktor filozofii o specjalności filozofia religii, psycholog, bioetyk personalistyczny, Tercjarka Dominikańska

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 59 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions