sobota, 27 lipiec 2019 08:52

Jezus nie używał wahadełka

Z Jerzym, byłym „świeckim egzorcystą”, który zajmował się czarami i uzdrawianiem,

Rozmawia Grzegorz Bacik

Był Pan tzw. świeckim egzorcystą. Na czym polegała Pana działalność? Czy odwoływał się Pan do Boga, czy raczej miało to charakter magiczny?

I tak, i nie. Należy najpierw poznać kontekst całej sytuacji. Przez długie lata nienawidziłem szatana, choć byłem jednocześnie pod jego wielkim wpływem. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że byłem opętany. Moja służba ciemności zaczęła się od seansu spirytystycznego, kiedy miałem 13 lub 14 lat. Kolejne lata były pasmem okropności i potworności. Doświadczałem przedziwnego stanu podwójnej osobowości: część mnie chciała uprawiać magię, a część wlokła się noga za nogą za Bogiem. W pewnym momencie pojawił się dar, dzięki któremu – jak sądziłem – zacząłem wyzwalać się spod wpływu magii i okultyzmu. Nie wiedziałem jednak, co robię. Z całej duszy nienawidziłem szatana. Wykorzystywałem więc to, co wydawało mi się wiedzą tajemną (piramidy, talizmany, wahadła i wszystko, co było pod ręką), a następnie mieszałem to z tekstami egzorcyzmów, obowiązujących w Kościele. Tą religijno- magiczną mieszanką atakowałem, co tylko się dało. Czułem się władcą. Jednocześnie grzeszyłem niemiłosiernie i prowadziłem życie głęboko niemoralne. Cudem jest to, że dobry Bóg nie przerwał gwałtowną śmiercią moich działań.

Czy miał Pan dużo chętnych na takie „egzorcyzmy”? Jak długo trwała ta praktyka?

Chętnych było bardzo dużo. A jeśli chodzi o czas, zajmowałem się tym 2-3 lata, aż Jezus wmieszał się w ten proceder i powiedział: Dość!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 57 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions