poniedziałek, 02 styczeń 2017 14:07

W niewoli hazardu

Moja styczność z hazardem zaczęła się w szkole podstawowej. Poznałem wówczas gry, takie jak cymbergaja, kubki. Potrafiłem przez nie wagarować. Z ich powodu doznawałem też przemocy. Gdy wygrywałem, starsi ograbiali mnie z wygranej. Wolałem więc wcale nie chodzić do szkoły.

Rodzice nie dawali sobie ze mną rady. Byli zajęci, nie opiekowali się mną jako dzieckiem. Wychowywałem się niejako sam. Szybko odkryłem, że pieniądz zmienia świat. Dla 8-letniego dziecka 2 zł to duża kwota, a 10 zł to poważny pieniądz. Dla mnie hazard był formą zabawy. Nie postrzegałem go jako zalążka uzależnienia.

 

Byłem niedojrzały

Jako starszy chłopiec byłem w domu karany i bity. Ojciec wychowywał mnie rygorystycznie. Matka zaś była nadopiekuńcza, czym chyba robiła mi większą krzywdę, bo nieporadnie chciała mnie chronić przed agresją ojca. W jakiś sposób rozwinęło to we mnie manipulację i poczucie skrzywdzenia. W konsekwencji zdjęło to ze mnie poczucie winy.

Jako nastolatek nie radziłem sobie z rzeczywistością. Byłem zbyt niedojrzały, aby wejść w świat i funkcjonować w nim. W związku z tym musiał pojawić się jakiś sposób ukojenia tej nieumiejętności oraz napięć, które się pojawiały.

Niestety, nie pokazano mi żadnego konstruktywnego sposobu poradzenia sobie z niedojrzałością czy emocjonalnością. I to nie dlatego, że ktoś nie chciał, tylko po prostu nie było okoliczności. W domu nikt nie interesował się moimi problemami. Owszem, chodziłem czysty i najedzony. Miałem się uczyć. Ale w ten sposób uciekałem od świata. Coraz bardziej też uciekałem z domu. Szukałem środowiska poza nim. Szybko zrozumiałem, że im ktoś jest bardziej agresywny i niepokorny, tym lepiej. Zacząłem przyjmować taką postawę. To przynosiło efekty. Dobrym zachowaniem nie mogłem skoncentrować na sobie uwagi otoczenia, a przez złe to się udawało.

W jednej z klas technikum dostałem cenzurkę z niemożnością poprawienia. To skutecznie przykuło uwagę ojca, któremu już pas wypadł z ręki, bo nie przynosił efektów. Wtedy pojawił się pomysł wysłania mnie do wojska. Miałem 17 lat.

Po pół roku przygoda się skończyła. Stwierdziłem, że to nie jest miejsce dla mnie i powinienem wrócić do cywila. Byłem przecież jeszcze w wieku przedpoborowym. Mimo to ojciec obawiał się mojego powrotu do domu. Użył swoich koneksji i zatrzymano mnie w wojsku, skąd wyszedłem po odbyciu 2-letniej zasadniczej służy wojskowej.

Ostatnio zmieniany czwartek, 05 styczeń 2017 15:17

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • Medioznawca, religiolog, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Autorka m.in. książek „Quo vadis Nowa Ero? New Age w Polsce” (1999), „Cuda na sprzedaż. Oblicza polskiej transformacji” (2008).

  • teolog fundamentalny, teolog religii, prodziekan Wydziału Teologii na Uniwersytecie Opolskim

  • marianin, teolog moralista,
    dyrektor Ośrodka Wsparcia
    Płodności

Już 57 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions