wtorek, 30 czerwiec 2015 21:43

Ojciec John Basobora modlitwa z mocą

Napisał

Czarnoskóry kapłan ze stopniem naukowym doktora teologii wzywa do nawrócenia, przemiany swego życia i dawania innym świadectwa o Bożej miłości. Najbardziej utkwiły mi w pamięci jego słowa o wskrzeszeniach zmarłych, których Bóg kilkakrotnie dokonał przez jego ręce. Wśród wskrzeszonych była m.in. rodzona siostra o. Bashobory.

 

Rok 2013 był obchodzony w Kościele jako Rok Wiary. 6 lipca tego właśnie roku na Stadionie Narodowym w Warszawie miało miejsce niezwykłe wydarzenie ewangelizacyjne. Trzy konferencje – w obecności ks. abp. Henryka Hosera, ks. bp. Marka Solarczyka, setek księży, zakonnic i blisko 60 000 zgromadzonych na stadionie osób – wygłosił wówczas o. John Baptist Bashobora. Wielu naszych czytelników z pewnością brało udział w tym spotkaniu. Dlatego cieszy informacja, że kolejne prowadzone przez o. Bashoborę rekolekcje pod hasłem „Jezus na stadionie” odbędą się w tym samym miejscu 18 lipca 2015 r. Informacje i zapisymożna znaleźć na stronie: www.jezusnastadionie.pl. Ojca Bashoborę spotkałem 29 czerwca 2011 r. w Rychwałdzie koło Żywca. Kiedy przyjechałem tam z rodziną, zaskoczyła nas ogromna liczba samochodów z różnych stron Polski i zza granicy, stojących na parkingu przed kościółkiem. Szybko dowiedziałem się, że mają tu miejsce rekolekcje prowadzone przez o. Bashoborę z Ugandy. Mimo że było to spotkanie zamknięte, pozwolono nam wejść do przedsionka kościoła i posłuchać słów o. Johna. Staliśmy tam zasłuchani aż do przerwy. Pamiętam spokój, naturalność i prostotę jego przekazu. Zwracał się bezpośrednio do zebranych, czasem nawet żartował i intonował jakąś afrykańską piosenkę. Wspólnie wielbiliśmy Boga. W pewnym momencie stojąca przede mną kobieta w średnim wieku doświadczyła „zaśnięcia w Panu” i padła nieprzytomna na posadzkę. Po chwili jednak wstała i dalej z innymi radośnie wielbiła Boga. Moja córka, która nie była wówczas z nami w Rychwałdzie, pojechała na spotkanie z o. Bashoborą kilka miesięcy później do Zawiercia. Poniżej przytaczam jej relację z tego spotkania oraz świadectwa kilku jej koleżanek

 

Emilia, 26 lat

Od niedawna jestem katechetką. W listopadzie 2011 r., kiedy pojechałam do Zawiercia na spotkanie z o. Johnem Bashoborą, byłam jeszcze studentką 3 roku teologii i długoletnią aktywną członkinią Ruchu Światło-Życie. Nie były mi wcześniej obce Msze Święte z modlitwami o uzdrowienie, jednak o o. Bashoborze słyszałam od wielu moich znajomych niezwykłe  rzeczy. Byli oni świadkami licznych uzdrowień za sprawą jego modlitwy (np. chorzy odrzucali kule i zaczynali chodzić bez ich pomocy). Przyznam, iż głównym impulsem, który sprawił, że udałam się do Zawiercia na prowadzone przez niego rekolekcje, były informacje, iż Jezus przez jego ręce nie tylko uzdrawia, ale i wskrzesza. Postanowiłam zatem bliżej poznać tego niezwykłego kapłana. Do Zawiercia przyjechałam z dwiema dobrymi znajomymi. Jedna z towarzyszących mi osób była zniewolona demonicznie – miałyśmy nadzieję, że zostanie uwolniona za sprawą modlitwy tego charyzmatycznego kapłana. Pamiętam, że na początku o. Bashobora wyznał, iż zły duch już kolejny raz próbuje mu przeszkodzić w działalności ewangelizacyjnej. Od rana ma problemy z gardłem. Nie mógł mówić. Na szczęście głos mu powrócił i rekolekcje mogły normalnie się odbyć. Ojciec Bashobora dużo mówił o Bożej miłości. Chociaż temat ten jest często poruszany na różnych rekolekcjach, słowa o. Johna wyróżniały się. Kapłan ten miał w sobie charakterystyczną dla mieszkańców Afryki ekspresję wymowy. Mówił z wielkim przejęciem o niesamowitym działaniu Bożej miłości oraz o tym, jak jest dziś ona odrzucana i ile łask zostało przez to zmarnowanych. Zachęcał wszystkich do zachwycenia się Bogiem, przystąpienia do spowiedzi i rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Widać było, że słowa, które wypowiadał, płynęły od Ducha Świętego i miały w sobie moc. Wszyscy słuchali go z wielką uwagą.

 

Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 17:08

1 komentarz

  • Link do komentarza Tomasz Modelski czwartek, 02 lipiec 2015 13:36 napisane przez Tomasz Modelski

    > kobieta w średnim wieku
    > doświadczyła „zaśnięcia w Panu”
    > i padła nieprzytomna na posadzkę.

    Jeżeli padła nieprzytomna na posadzkę to nie było to żadne 'zaśnięcie w Panu', tylko powody zdrowotne lub demoniczne !!

    Chyba że autor zrobił błąd-przejęzyczenie w tekście.

    Tak czy inaczej treść skandaliczna.

    Raportuj

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Nowość!

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 36 pozycji


Powered by JS Network Solutions