czwartek, 30 kwiecień 2020 11:05

Austriacki epidemiolog i wirusolog o koronawirusie

Napisał

Prof. Martin Haditsch jest ekspertem w dziedzinie mikrobiologii, wirusologii i epidemiologii, chorób zakaźnych i chorób tropikalnych, kireownikiem laboratorium medycznego w Hanowerze.

 

Kilka dni temu po długich namysłach zadecydowałem się skomentować kwestię związaną z SARS-CoV2 / COVID19 na YouTube. Zrobiłem to w języku niemieckim, by na początku dotrzeć do przyjaciół oraz tych, którzy wciąż używają zdrowego rozsądku. Byłem świadomy, że może to spowodować osobiste ataki na mnie i wywołać burzę oraz nadszarpnąć moją wiarygodność. Ale zdecydowałem się pójść za głosem sumienia, skomentować tę kwestię oraz krytycznie odnieść się do obecnie podejmowanych decyzji na podstawie opinii „tak zwanych” ekspertów, polityków i dziennikarzy. Jasno określiłem – i zrobię to raz jeszcze – że jest to moje prywatne zdanie, nie reprezentujące żadnej instytucji czy firmy, tak więc osobiście biorę za nie odpowiedzialność.

Po tym jak film ukazał się online [Haditsch and COVID19 on Youtube], uzyskał po 6 dniach 260 tys. wyświetleń (tylko wśród niemieckojęzycznych użytkowników). W związku z wieloma prośbami o angielską wersję postanowiłem nagrać analogiczny film w języku angielskim, przez co pewne informacje mogą się różnić nieznacznie od tych zawartych w oryginalnym nagraniu, ponieważ dotyczą Niemiec i tym samym nie muszą w takim sam sposób dotyczyć sytuacji reszty świata. 

W tym momencie chciałbym przeprosić za to, że zamierzam przeczytać oświadczenie, jako że nie jest to mój język ojczysty, a chciałbym trzymać się precyzyjnego słownictwa.

Nikt, włączając mnie samego, nie zna całej prawdy, ale politycy zachowują się tak, jakby ją znali. Chciałbym przede wszystkim odróżnić fakty od złych interpretacji. Stąd też będę unikał sformułowania „fake news”, żeby nikogo nie obwiniać, że robi coś mając złe intencje. Żywię nadzieję, że jak największa liczba osób będzie w stanie spojrzeć szeroko na całą sytuację, z czego wszyscy możemy skorzystać.

SARS-CoV2 jest nowym wirusem (najprawdopodobniej pochodzącym od nietoperzy], który pojawił się w ostatnim kwartale 2019 roku w Wuhan (Chiny) w sposób, który jeszcze nie jest znany.

Wszystkie liczby dotyczące zaraźliwości, stopnia transmisji, śmiertelności (tj. ile osób zmarło spośród zainfekowanych], jak i tak zwana podstawowa liczba odtwarzania (czyli średnia ilość nowych zakażeń spowodowana przez jedną zakażoną osobę), zależą m.in. od gęstości zaludnienia, higieny, środków zapobiegawczych w danym miejscu, wieku, ilości oraz jakości lokalnych systemów opieki zdrowotnej. Ponieważ nikt (włączając WHO) nie posiada dokładnych danych dotyczących liczby zakażonych, wszystkie publikowane dane dotyczące zakażeń oraz wskaźników śmiertelności, są po prostym zgadywaniem. Oszacowanie prawdziwej liczby zakażeń wahało się od 4 do nawet 30 krotności w stosunku do publikowanych liczb w zależności od dotkniętego kraju. Przykładowo: 10-krotność oznacza z jednej strony, że liczba zakażonych jest 10-krotnie większa, ale również, że śmiertelność może być 10-krotnie mniejsza. Dodatkowo powinniśmy zdać sobie sprawę z fenomenu szufladkowania SARS-CoV2, czyli jeśli tylko ktoś ma pozytywny test, każdy dalszy wpływ na zdrowie (włączając w to zgon) jest obowiązkowo wyjaśniany tylko przez ten czynnik i przypisywany tylko temu wirusowi.

Eksperci z wielu krajów oraz organizacji przestrzegają przed porównywaniem COVID-19 (choroba wywoływana przez SARS-CoV2) z grypą, gdyż może to prowadzić do trywializacji nowej choroby.  Ci ludzie dalej nie zdają sobie sprawy z powagi grypy. To jest niebezpieczna sytuacja, ponieważ co roku były i są sezonowe epidemie grypy. Tak więc, jeśli oceniamy, że podejmowane globalne działania odnośnie do SARS-CoV2 są adekwatne do obecnej sytuacji, czy nie powinniśmy akceptować, a nawet żądać takich samych procedur każdego roku odnośnie do grypy (przynajmniej w krajach o niskim poziomie wyszczepienia)?

Aktualne dane dotyczące SARS-CoV2 (4 kwietnia 2020: 1,2 mln przypadków zakażeń, 65 tys. zgonów przypisanych COVID19) powodują histerię i panikę, i każdy akceptuje drastyczne działania polityków, którzy nie dbają o równoległe ogromne szkody, nie tylko ekonomiczne. Natomiast powszechnie zaakceptowaliśmy wszystkie skutki grypy: wg danych WHO mamy CO NAJMNIEJ 20 mln przypadków zakażeń i 250 tys. zgonów ROCZNIE. Biorąc to pod uwagę, podjęte obecnie działania nie są usprawiedliwione i nawet podstawowe zasady moralne są ignorowane.  Ten sposób myślenia jest nie tylko głupi, ale nawet niebezpieczny. Ponieważ mówimy o globalnym zjawisku, podejmowane decyzje powinny nie tylko odzwierciedlać odpowiedzialność za obecnie chorych, ale również za globalną ekonomię oraz systemy opieki zdrowotnej, których będziemy rozpaczliwie potrzebować w przyszłości.

Wszystkie środki dotyczące higieny rąk (mycie i dezynfekcja), unikanie kontaktu z osobami starszymi lub cierpiącymi na schorzenia, pozostawanie w domu w przypadku zachorowania, niekaszlenie, nieplucie i niekichanie „otwarcie” w miejscach publicznych, nie są niczym nowym ani unikalnym, ale były zalecane już od dekad bez odpowiedniego wsparcia ze strony rządowych organizacji. W większości krajów (USA stanowi tutaj ważny wyjątek) publiczne wsparcie dla szczepień przeciwko grypie było znikome. Nawet jeśli szacujemy efekt ochronny jedynie na poziomie 30%, to skutkowałoby to takim samym spadkiem osób chorych na grypę wymagających intensywnej opieki lub respiratorów. Gdzie były zatem wezwania do szczepień przeciwko grypie, przynajmniej dla grup wysokiego ryzyka, żeby uprzedzić falę pandemii COVID 19?

Sprawdzając tragiczną sytuację we Włoszech, Hiszpanii, Francji czy USA musimy wziąć pod uwagę, że okrojone systemy publicznej opieki zdrowotnej miały i mają w dalszym ciągu ogromny wpływ na dostępność oddziałów intensywnej opieki oraz respiratorów. Dodatkowo brak wysokiej jakości higieny w szpitalach powoduje różnicę w zarażeniach nabytych w szpitalach, co przekłada się na śmiertelność szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z wysoce odpornymi mikroorganizmami.  

Porównując Hiszpanię, Francję czy Włochy (ok 10-12 łózek na oddziałach intensywnej terapii na 100 tys. mieszkańców] do Niemiec (więcej niż 30 łóżek intensywnej terapii na 100 tys. mieszkańców), ich odziały intensywnej terapii stanowią tylko 40% możliwości Niemiec. Czysto matematyczny model: bazując na kalkulacjach dotyczących tylko COVID19, 20 osób podpiętych do respiratorów, sprawi, że w dalszym ciągu pozostanie ok. 10 łóżek wolnych, podczas gdy we wspomnianych krajach bylibyśmy zmuszeni do patrzenia na 8 umierających pacjentów. 4 kwietnia 2020 około połowa łózek na oddziałach intensywnej terapii w Niemczech była do dyspozycji, a w przeciągu 24 godzin jest możliwość zwiększenia dostępnych łóżek do intensywnej terapii do 17.5 tys.

Według danych ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób) w roku 2015 Francja informowała o dwukrotnie większej, a Włochy 4 krotnie większej liczbie przypadków infekcji wymagających hospitalizacji niż w Niemczech.  Biorąc to wszystko pod uwagę, nie jest możliwym porównywanie tych danych ignorując te wprowadzające zamieszanie czynniki.

Cytując przesłanie „tak naprawdę zdrowie ma najwyższy priorytet”, ignorujemy fakt, że powinno nas być stać na zdrowie również w przyszłości.  Jako że system opieki zdrowotnej zależy od sytuacji gospodarczej, to ktoś musi generować dochód potrzebny, żeby za niego zapłacić w przyszłości. Dlatego jest bezmyślne, że politycy (i ich zespoły doradcze) ignorują to, że niszczą globalną gospodarkę swoimi decyzjami. Często wznoszone stwierdzenie ochronne „zrobiliśmy wszystko” zawiera w sobie, z definicji, że zrobili oni również rzeczy bezsensowne. Biorąc pod uwagę wszelkie możliwe reakcje łańcuchowe nie wolno iść za zasadami społecznego romantyzmu (musimy chronić każde życie), ale decydenci mają cholerny obowiązek poszerzyć swoje horyzonty o podejście całościowe, włączając w to konsekwencje średnio i długoterminowe. Stąd też w skład rady doradczej oprócz wirusologów muszą dodatkowo wchodzić ludzie różnych specjalizacji, jak ekonomiści, etycy, psycholodzy, epidemiolodzy, eksperci od komunikacji na równorzędnym poziome i bez nacisku moralizatorów.

Stąd też chce oskarżyć praktycznie każdy rząd o rażącą porażkę (tak, jest bardzo mało wyjątków jak Szwecja). Strategie łagodzenia (tj. strategia spowolnienia tempa zakażeń) może być usprawiedliwiona, żeby zdobyć czas dla zaadaptowania słabych systemów opieki zdrowotnej, które mogą załamać się z powodu liczby nowych zachorowań związanych z niekontrolowanym rozwojem tej pandemii. Ale nawet wtedy kwestie ekonomiczne muszą być brane pod uwagę.  Oczywiście fakty jak wieloogniskowe pojawienie się epidemii w północnych Włoszech (np. przez chińskich gastarbeiterów), czy w Tyrolu w Austrii i Szwajcarii (przez dużą ilość turystów z różnych krajów), dłużej trwająca ignorancja co do potrzeby ochrony grup ryzyka (osoby starsze oraz posiadające schorzenia) w połączeniu z wyzwaniem związanym z chronicznie przeciążonym systemem opieki zdrowotnej nawet w normalnych warunkach, może łatwo wyprowadzić z równowagi usługi medyczne, skutkując niestety zwiększoną liczbą ciężko chorych, a nawet zgonów.

Ku mojemu zdumieniu, nie tylko szanowani wirusolodzy, ale również poważane instytucje jak Instytut Roberta Kocha w Niemczech, lub nawet WHO, prezentują liczby tempa zakażeń i śmiertelność tak, jakby to były fakty bez najmniejszego pojęcia o prawdziwych liczbach zarażonych osób. W tym czasie jedynymi i jedynymi danymi godnymi zaufania był nieludzki eksperyment w terenie, kiedy urzędnicy japońscy zamknęli wszystkich pasażerów oraz załogę statku rejsowego Diamond Princess, bez względu na fakt, czy byli chorzy, tylko zarażeni, czy w tamtym czasie w ogóle nie zarażeni. I to bez zagwarantowania odpowiednich środków ochrony czy instrukcji zastosowania podstawowych środków higieny w początkowej fazie. I musimy wziąć pod uwagę, że statki rejsowe jako posiadające tzw. kabiny, co zostało udowodnione, są środowiskami wysokiego ryzyka transmisji nie tylko, ale w szczególności infekcji przenoszonych przez powietrze, co bazuje na doświadczeniach z grypą i odrą. Ponadto na statku była nadreprezentacja populacji skłonna do cięższych chorób.  Biorąc pod uwagę te niesprzyjające czynniki dla pasażerów i załogi, spośród 3700 osób na statku, stwierdzono „tylko” 712 przypadków zakażenia wirusem, co nie stanowi nawet 20%. I właściwie 11 zgonów stanowi z grubsza 1,5% osób zakażonych.  Ostatnio spływają również kolejne dane (np. z Islandii) i coraz więcej ogólnodostępnych danych z różnych krajów.

Z obecnych danych wynika jak na razie, że największa ilość ciężkich przypadków zachodzi wśród wspomnianych grup ryzyka oszczędzając zdrowe dzieci. Pomimo tych danych decydenci wskazują, że istnieją tylko dwie przeciwstawne strategie: tylko wystawienie wszystkich na działanie wirusa bez względu na osobiste czynniki ryzyka lub całkowite zamknięcie. Wiarygodne oszacowania wskazują, że  tylko ok. 10% osób pracujących należy do jednej z grup ryzyka. Tak więc powinno być wykonalne, żeby wprowadzić ścisłe, ochronne środki izolacji dla tych grup, podczas gdy inni mogliby pracować nie narażając na szwank globalnej ekonomii. Nawet takie osoby jak ja (nie będące specjalistami od ekonomii) zdają sobie z łatwością sprawę, że wszystkie finansowe programy rekompensacyjne, hojnie ogłaszane przez różne osoby i instytucje, są nieporównywalnie małe w stosunku do niewiarygodnych zniszczeń, które najprawdopodobniej będą skutkować globalną katastrofą włączając w to najbogatsze kraje, ponieważ i one zależą od takich, które działają, globalnych łańcuchów dostaw. Nawet, jeśli niektóre firmy mogą przetrwać, to i tak będzie dużo mniej ludzi, których będzie stać, żeby kupić dostępne produkty.

Ci, którzy żyją w bezpiecznych systemach socjalnych mają skłonność do ignorowania, co aktualne przesunięcia w ekonomii oznaczają dla tych, którym brakuje nawet podstawowej socjalnej pomocy. Setki tysięcy osób i ich rodziny rozpaczliwie zależą od systemu, który rósł przez dekady i dlatego mogą oni mocno ucierpieć, a nawet umrzeć, jeśli ten mocno połączony system obierze znaczący zwrot. Ale już nawet w naszych bogatych krajach COVID19 wzrastająco wpływa na nasze życie codzienne, w tym na zdrowie psychiczne lub traktowanie pacjentów, co uważaliśmy za oczywiste. Nawet tutaj musimy wliczyć do medycznych szkód opóźnienia w leczeniu (np. zawału lub udaru), wizyty u lekarza, depresje i w najgorszym przypadku samobójstwa. Nie mówiąc o szkodach związanych z upadkami różnej wielkości przedsiębiorstw, eksplodującej liczby bezrobotnych i przerwaniach istotnych łańcuchów dostaw.

Stanowiska zajmowane przez mainstreamowe media oraz niekończące się raporty scenariuszy rodem z horroru mogą na jakiś czas uspokoić ludzi, ale nie są środkami, żeby odzyskać zaufanie. I jestem ciekaw, jak politycy poradzą sobie, żeby znaleźć wiarygodny scenariusz wyjścia z tej sytuacji bez utraty twarzy. Najprawdopodobniej, jeśli pandemia obróci się na dobre, przedstawią to jako usprawiedliwienie drastycznych działań, a jeśli nie, będą obwiniać społeczeństwo za nieprzestrzeganie ich zarządzeń. Czy nie jest paradoksem, że wspierają nadzieję w stadną odporność, poświęcając światową gospodarkę i podejmując każde działanie, żeby zablokować właśnie wytworzenie tej odporności wszelkimi środkami? Również oni będą musieli zaakceptować, że zamiana naturalnej odporności przez nowe osiągnięcia, tj. przez licencjonowane szczepionki lub leki nie może być osiągnięte w rozsądnie krótkim czasie.

Ponadto, według ekspertów systemy opieki zdrowotnej państw zachodnich również mogą mieć braki podstawowych leków, w tym antybiotyków produkowanych w Azji, ponieważ niektóre z nich nie będą dostępne z powodu przerwanych łańcuchów, co będzie miało niewiarogodnie duży wpływ na zdrowie w skali globalnej.

Podsumujmy fakty:

SARS-CoV2 jest nowym koronawirusem związanym z szerokim spektrum manifestacji u ludzi: od nosicieli bezobjawowych po zagrażającą życiu chorobę. Wiek oraz choroby towarzyszące sprzyjają pogorszeniu przebiegu klinicznego choroby. Dowiedziono, że higiena rąk stanowi skuteczną ochronę.  Testy PCR (wykrywanie genetycznych sekwencji właściwych dla SARS-CoV2) wskazują na infekcję, a przebieg choroby zależy od medycznej infrastruktury.  Środki takie, jak zamknięcie gospodarki będzie nieuchronnie prowadzić do ekonomicznej katastrofy.

Następujące aspekty muszą być w dalszym ciągu sprawdzone: nie znamy tak naprawdę danych dotyczących zaraźliwości i śmiertelności, ponieważ mianownik (tj. rzeczywista liczba zarażonych ludzi) nie jest jeszcze znana w większości krajów. Społeczne dystansowanie (utrzymywanie fizycznej odległości między ludźmi) oraz zamknięcie szkół nie zostały potwierdzone jako środki przynoszące korzyść długoterminowo. Podobnie nie ma dowodu, że zamknięcie granic po tym, jak wirus zaczął się rozprzestrzeniać w danym kraju jest korzystne.  Nie ma też dowodu skuteczności badania przesiewowego osób bezobjawowych. Nadal nie wiemy, czy pandemia będzie miała charakter sezonowy oraz czy obecność przeciwciał wskazuje wiarygodnie na bycie uodpornionym. I nie ma naukowego dowodu, że maski chronią, gdy są noszone przez zdrowe osoby.

Biorąc pod uwagę całościowe konsekwencje zamknięcia gospodarki, wydaje się bardzo mało prawdopodobne, żeby to usprawiedliwić.

Bazując na faktach i wskazując na nadal otwarte pytania wzywam do pilnego działania: czas na działania tylko w kraju już się skończył: globalne zagrożenie, jak ta pandemia, wymaga globalnego rozwiązania. To mogłoby być realizowane, na przykład, przez globalne gospodarcze i dotyczące zdrowia forum podobne do tego organizowanego każdego roku w Davos w Szwajcarii z udziałem globalnych, politycznych liderów, ekspertów od wirusologii, epidemiologii, psychologii, etyki i globalnej ekonomii, żeby uzgodnić globalne rozwiązanie, jak zminimalizować zniszczenia nie tylko w krótkim, ale również w średnim i długim okresie. Proszę sobie uświadomić utratę zaufania, gdy dzień po dniu setki, jeśli nie tysiące małych i średnich przedsiębiorstw są niszczone; uświadomić sobie pilną potrzebę odzyskania zaufania na przyszłość, ponieważ to jest to niezbędne dla decydentów i również tych, których kochają. A dla was wszystkich: bądźcie zdrowi i starajcie się być optymistami oraz mieć poczucie humoru, tak bardzo potrzebnego w tym czasie. Dziękuję za wysłuchanie i serdeczne pozdrowienia dla wszystkich.

Link do wystąpienia: https://www.youtube.com/watch?v=biPWoYrLpvA&t=63s 

Tłumaczenie:

Michał Klimczak

Dr Mariusz Błochowiak

Ostatnio zmieniany niedziela, 03 maj 2020 08:56
dr Mariusz Błochowiak

Fizyk, pracował naukowo w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech oraz instytucie badawczym SINTEF w Norwegii. Interesuje się metodologią i filozofią nauki oraz relacją między wiarą a nauką. 


Drodzy Czytelnicy,

wspierajmy się nawzajem w tym trudnym czasie! Temat kwietniowego numeru „Miesięcznika Egzorcysta to Sakramentalia - znaki Bożej opieki. Zakupów możesz dokonać w naszej księgarni internetowej MONUMEN.PL

Polecamy

  • najnowszy numer „Miesięcznika Egzorcysta”, również w wersji cyfrowej.
  • prenumeratę „Miesięcznika Egzorcysta” w wersji papierowej lub cyfrowej
  • duży wybór książek oraz archiwalne numery miesięcznika, także w wersji cyfrowej oraz
  • dewocjonalia.

Nie musisz wychodzić z domu. „Miesięcznik Egzorcysta” i książki prześlemy na Twój adres.

Bądźmy razem

Zespół „Miesięcznika Egzorcysta”

Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • dyrektor Archiwum i Biblioteki Warszawskiej Prowincji Kapucynów w Zakroczymiu; autor artykułów z dziedziny historii i duchowości, głównie franciszkańskiej, współtwórca wielu audycji radiowych i wystaw

  • psycholog, psychoterapeuta, wykładowca KUL

  • fizyk, filozof nauki, członek Science and Religion Forum oraz The British Society for the History of Science

Już 61 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Drodzy Czytelnicy,

wspierajmy się nawzajem w tym trudnym czasie! Temat kwietniowego numeru „Miesięcznika Egzorcysta to Sakramentalia - znaki Bożej opieki. Zakupów możesz dokonać w naszej księgarni internetowej MONUMEN.PL

Polecamy

  • najnowszy numer „Miesięcznika Egzorcysta”, również w wersji cyfrowej.
  • prenumeratę „Miesięcznika Egzorcysta” w wersji papierowej lub cyfrowej
  • duży wybór książek oraz archiwalne numery miesięcznika, także w wersji cyfrowej oraz
  • dewocjonalia.

Nie musisz wychodzić z domu. „Miesięcznik Egzorcysta” i książki prześlemy na Twój adres.

Bądźmy razem

Zespół „Miesięcznika Egzorcysta”