wtorek, 10 październik 2017 17:23

Dwie Korony - Święty jakiego nie znał świat

Napisał

PREMIERA: 13 PAŹDZIERNIKA 2017

„Dwie Korony”. Hagiografia bez lukru

Czy można rozpocząć wydawanie czasopisma w ogromnym nakładzie nie mając na tym polu doświadczenia ani niezbędnych pieniędzy? Albo czy można planować założenie placówki w obcym kraju, nie mając tam żadnych znajomych, funduszy ani nie znając języka? Można. Udowodnił to św. Maksymilian Maria Kolbe. Polski franciszkanin, który wiedział, że aby zostać świętym, małe „w” musi się równać dużemu „W”.

Wchodzący na ekrany polskich kin 13 października br. film „Dwie Korony” opowiada historię św. Maksymiliana. Nie jest to film fabularny, lecz pełnometrażowy dokument fabularyzowany. Ten gatunek pozwala odbiorcy nie tylko poznawać fakty, ale również śledzić opowieść przy użyciu zarówno umysłu, jak i emocji. Dla dzieła hagiograficznego to znakomite połączenie. A film Michała Kondrata w pełni zasługuje na właśnie takie określenie. Jest to film stawiający sobie za cel pokazanie człowieka, który nie tylko został ogłoszony świętym, ale który świętym chciał być. I rzeczywiście nim był.

Jest w tym filmie scena, w której Maksymilian tłumaczy młodym braciom franciszkanom, jak się zostaje świętym. Uczy ich, jak się tego dokonuje. Szkolne otoczenie, tablica na ścianie, kreda nie pozostawiają wątpliwości, że tu właśnie o nauczanie chodzi. O. Kolbe pisze na tablicy dwie litery: małe i duże „w”. A potem dopisuje między nimi znak równości. Małe „w” to wola człowieka. Duże „W” to wola Boga. Jeśli małe „w” zrówna się z dużym „W”, zostaje się świętym. Proste, zrozumiałe i łatwe do zapamiętania.

Maksymilian Maria Kolbe został beatyfikowany przez Pawła VI w roku 1971. Świętym ogłosił go jedenaście lat później (10 października 1982 r.) Jan Paweł II. W zeszłym roku minęło 75 lat od jego męczeńskiej śmierci, którą poniósł w Auschwitz oddając dobrowolnie swoje życie za życie innego więźnia. To kawał czasu, zwłaszcza we współczesnym świecie, w którym wydaje się, że czas biegnie szybciej, a natłok nowych wydarzeń spycha inne w niebyt zapomnienia. Czy jest sens przypominania go właśnie teraz i to pełnometrażowym filmem? A jeśli tak, to dlaczego?

O. Kolbe był wizjonerem. Nie chodzi tylko o wizję Matki Bożej, którą miał w dzieciństwie. Był on wizjonerem także w innym znaczeniu tego słowa. Patrzył na świat inaczej niż wielu jemu współczesnych (także inaczej niż wielu ludzi w Kościele). Sięgał myślą o wiele dalej. O. Zdzisław Kijas, franciszkanin i znakomity teolog wypowiadający się w filmie wśród innych ekspertów i świadków, używa nowego słowa, neologizmu, mówiąc, że św. Maksymilian Kolbe walczył z „graniczością”. Przede wszystkim polegało to na wychodzeniu poza granice dopuszczalności zła. Ale patrząc na film Michała Kondrata łatwo zauważyć, że jego bohater nie ulegał oczywistym dla innych ograniczeniom. Jeśli w tym kontekście popatrzy się na symboliczną decyzję, jaką podjął w dzieciństwie otrzymując w wizji od Niepokalanej do wyboru dwie korony, jego kolejne życiowe decyzje i działania stają się zrozumiałe. Mały Rajmund (Maksymilian to imię zakonne) Kolbe miał wybrać albo białą koronę czystości albo czerwoną koronę męczeństwa. Wybrał... obie. Dla kogoś, kto w ten sposób podchodzi do rzeczywistości, nie jest problemem rozpoczynanie wielkich dzieł wbrew ludzkiej logice, mimo braku środków i piętrzących się trudności.

Św. Maksymilian wierzył w potęgę ludzkiego rozumu. Był przekonany, że dzięki niemu ludzie potrafią znaleźć rozwiązanie każdego problemu. W młodości interesował się projektami wypraw kosmicznych i zagadnieniami, jakie w związku z nimi staną przed naukowcami i inżynierami. Rozumiał, że Kościół nie powinien być przeciwnikiem postępu, lecz winien używać go do jak najskuteczniejszego pełnienia w świecie misji ewangelizacyjnej. Miał świadomość, jak wielkie znaczenie w życiu zwykłych ludzi zaczęły odgrywać media. Chciał, aby służyły upowszechnianiu, promowaniu dobra, a nie zła. Mówił o potrzebie „nawrócenia” kina, z którym zetknął się podczas studiów w Rzymie...

Film „Dwie Korony” pokazuje św. Maksymiliana Marię Kolbego bez lukru, jako człowieka z krwi i kości. Bez omijania trudnych tematów. To naprawdę hagiografia. W dobrym tego słowa znaczeniu.

ks. Artur Stopka

 

reżyseria Michał Kondrat

scenariusz Joanna Ficińska

zdjęcia Karol Łakomiec

zdjęcia dokumentalne Jan Sobierajski, Marcin Krynicki, Andrzej Szulc

zdjęcia lotnicze Kamil Polskowski

dźwięk Daniel Sikorski, Filip Miller

muzyka Robert Janson, Roberto Ignis

montaż Jan Sobierajski

zgranie muzyki Leszek Kamiński

montaż dźwięku Przemysław Jaworski

mikrofoniarz Michał Pracz

asystent operatora Donald Sadowski, Adam Korcz

kierownik planu Joanna Dembowska

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Nowość!

Wszystkie numery

Już 36 pozycji


Powered by JS Network Solutions