środa, 03 kwiecień 2013 19:56

Kościół modli się za samobójców

Napisał
Chciałabym zapytać, co mogło stać się z człowiekiem bardzo dużej wiary, który w czwartek wieczorem wychodzi szczęśliwy i uśmiechnięty z Mszy o uzdrowienie, a w poniedziałek rano popełnia samobójstwo?

 

Niestety nie da się odpowiedzieć na Pani pytanie bez dogłębnego poznania całej sytuacji. Mogę jedynie podać pewne zasady, które stosuje się przy pomaganiu osobom z myślami samobójczymi.

 

Najpierw należałoby odkryć, czy źródła tych skłonności tkwią jedynie w sferze psychicznej, czy są również związane ze sferą duchową. Oczywiście w człowieku te dwa wymiary się łączą i bezustannie na siebie oddziaływują, jednak przy rozeznawaniu ludzkich problemów istotne jest odkrycie, gdzie tkwi źródło problemu.

 

Co do wymiaru duchowego, to w przypadkach zniewoleń złe duchy mogą czasami podsuwać myśli samobójcze i w ten sposób wywierać specyficznego rodzaju presję na człowieka. Przy silnych zniewoleniach i opętaniach owe myśli mogą być intensywne. Świadectwa ludzi oświadczających tego typu problemów mówią, że ten wpływ demoniczny jest bardzo uciążliwy, ponieważ polega albo na dołujących myślach, albo wprost na wyobrażeniach różnego rodzaju samobójstw. Nieraz słyszałem od osób w taki sposób doświadczanych, że np. w czasie jazdy autem zmagały się z silnym zewnętrznym „naciskiem” do zjechania ze skarpy lub w czasie korzystania z noża podczas prac kuchennych do przecięcia sobie żył. Nigdy jednak złe duchy nie mogą zmusić człowieka do żadnej decyzji. Tym bardziej nie mogą one bezpośrednio doprowadzić kogoś do targnięcia się na swoje życie.

 

Jeśli jednak był to człowiek głębokiej wiary, to pewnie można w ogóle wykluczyć zarówno jego nieświadome, jak i świadome otwarcie się na działanie demoniczne. Ludzie zniewoleni w zdecydowanej większości bardzo źle przeżywają Msze Święte, a szczególnie Eucharystie z modlitwą o uzdrowienie, na których często są długie uwielbienia, modlitwy wstawiennicze i wyrzekanie się złego ducha.

 

Dlatego jeśli ten człowiek popełnił samobójstwo, to można podejrzewać, że przeżywał jakieś problemy w sferze psychiki. Zdrowy, wolny i w pełni świadomy człowiek nie decydowałby się na tak dramatyczny krok. By móc odpowiedzieć na Pani pytanie, trzeba by zbadać ten wątek i dowiedzieć się, jakiego typu były to trudności i czy człowiek ten korzystał z pomocy terapeutycznej. Niektóre rodzaje zaburzeń psychicznych objawiają się gwałtownymi zmianami nastrojów i mogą w ten sposób doprowadzić do nagłego załamania. Inne rodzaje chorób charakteryzują się cyklicznymi nawrotami złego samopoczucia, co też może prowadzić m.in. do myśli samobójczych. Istnieją również choroby psychiczne polegające na silnych zaburzeniach postrzegania rzeczywistości. Mogą one dotyczyć zarówno zmysłów, jak i myśli. Dlatego osoby cierpiące na tego typu dolegliwości mogą widzieć, słyszeć czy czuć coś, co realnie nie istnieje. Może też wiązać się to z urojeniami o ciągłym zagrożeniu czy cierpieniu na jakąś nieuleczalną chorobę. Tego typu dolegliwości mogą być na tyle intensywne, by w niektórych przypadkach prowadzić do samobójstw.

 

Niezależnie od tego, co było powodem tej tragedii, trzeba pamiętać o tym człowieku w modlitwie i zawierzać go Bożemu Miłosierdziu. Zgodnie ze słowami Katechizmu Kościoła Katolickiego: Nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg, w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego żalu. Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie (KKK 2283).

 

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 07 wrzesień 2015 09:33
O. Wit Chlondowski

doktor teologii dogmatycznej KUL

1 komentarz

  • Link do komentarza Stefan K. środa, 08 lipiec 2015 20:51 napisane przez Stefan K.

    Szczęść Boże! Witam Księdza! I od razu przechodzę "do rzeczy" - uczestniczyłem w dyskusji dotyczącej przypadku młodego samobójcy Dominika - w Bieżuniu. To dość głośna sprawa i jestem pewien, że Ksiądz zna ten przypadek. Czy możemy powiedzieć, że część winy za to nieszczęście obciąża lub powinno lub może obciążać sumienia ludzi wokół ŚP Dominika? Poczucie winy "nie grozi" - jak się zdaje - przynajmniej czasowo lub pozornie jego prześladowcom, ale jak ocenić rolę/winę Matki, tej części środowiska szkolnego, które choć może bezpośrednio nie uczestniczyło w duchowym kąsaniu Ofiary, to jednak nie stanęło w jej obrionie lub broniła jej z niewystarczającą siłą...? Domyślam się, że ksiądz może być bardzio zajętym człowiekiem, ale gdyby kiedyś znalazła się swobodniejsza chwila, to bardzo będę wdzięczny za jakąkolwiek formę odpowiedzi. Z serdecznym pozdrowieniem. Stefan K.

    Raportuj

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.


Nasze książki

Wszystkie numery

Piszą dla nas

Już 49 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Powered by JS Network Solutions