Raportuj komentarz

A do mnie Duch Swiety przyszedl po cichu, ukradkiem i niespodziewanie w Wielka Sobote. Bylem po spowiedzi, krotkiej i beznadziejnej jak zwykle od ostatnich 20 lat, ale wyznalem jak co pol roku (od swieta) swoje wstydliwe przywiazanie do nalogu. W czasie modlitwy powiedzialem tylko "Panie, chce isc Twoja sciezka, a nie moja. Prowadz mnie, bo moja droga nigdzie mnie nie zaprowadzila". Nie bylo zadnego jasnego groma, nie bylo snu, swiatla, uniesienia, tylko pozniej w godzinach wieczornych poczulem w sobie jakas taka dziwna ulge. Czulem, ze ide nie swoja sciezka. We wtorek po Wielkanocny przeszedlem osobisty czysciec. Jechalem samochodem 1000 km i plakalem cala droge. Tak przez kolejne dni. Jakby jakis ciezar spadl mi z serca. Sklamalbym gdybym powiedzial, ze wyleczylem sie z nalogu od razu, troche to trwalo, ale po malu, po malu odzyskiwalem siebie. Wciaz musze byc czujny, bo przebieglosc tego, kto chce naszej zguby jest iscie diabelska. Wiem tylko, ze w razie klopotow trzeba zaufac temu, ktory wie jak Ci pomoc