środa, 16 kwiecień 2014 18:32

Opętanie okiem psychiatry

Napisał

 

Żyjemy w świecie postępującej sekularyzacji, w którym dominuje przekonanie o zanikaniu religii i nie do końca rzeczywistym charakterze sfery duchowej. To także świat, w którym krytyce poddawane są normy moralne, a coraz powszechniejsze staje się przekonanie o niemożności wytyczenia granicy między dobrem a złem. W oczach tego świata posługa księży egzorcystów wydaje się być szczytem obskurantyzmu i zacofania.

Lekceważenie pokusy

Rozum sekularny wypracował dwie postawy wobec zagadnienia negatywnego wpływu świata duchowego – albo negacja, czyli sprowadzanie problemów opętania
do kwestii zabobonu, albo medykalizacja, czyli ograniczenie ich jedynie do diagnozy psychiatrycznej i psychologicznej. To dwie bliźniacze skrajności.

 

Większym niebezpieczeństwem niż nieuzasadniony lęk czy obojętność wydaje się być lekceważenie podstawowej rzeczywistości duchowej, jakiej każdy doświadcza, czyli pokusy. Jest ona chlebem powszednim w świecie duchowych zagrożeń. Nadmierna egzaltacja lub lekceważenie rzeczywistości to prosta droga na duchowe manowce – ta prawda znana jest z dzieł mistrzów duchowości od początku chrześcijaństwa. Dostrzegali ją nawet niektórzy pogańscy myśliciele wcześniejszych epok.

Lansowany w kulturze euroatlantyckiej humanizm ateistyczny i libertyński (odrzucający tradycję chrześcijańską, wiarę i autorytety we wszystkich dziedzinach życia) jest dzieckiem wielu ojców. Swój obecny kształt w znacznej mierze zawdzięcza Jean-Paulowi Sartre’owi.

 

Jean-Paul przyszedł na świat 21 czerwca 1905 r. w Paryżu. Szybko stracił ojca, a jego wychowaniem zajęły się kobiety, przez które był rozpieszczany i ubóstwiany. Wytworzyło to w nim przekonanie o swej ponadprzeciętnej wartości. Sartre był niezwykle uzdolniony. Od młodości interesował się literaturą, która wywarła wpływ na całe jego życie. Świat zapamiętał go jako wielkiego literata, a także myśliciela oraz ekscentryka i rewolucjonistę do granic absurdu rozmiłowanego we własnej wolności.

 

Absolutyzacja wolności

Sartre należał do tych myślicieli, dla których głoszone poglądy stanowiły busolę wyznaczającą codzienną egzystencję. Stworzył taki rodzaj filozofii, który z jednej strony tłumaczył i usprawiedliwiał jego życiowe wybory, a z drugiej – kształtował jego osobowość. Był człowiekiem rozkochanym w niczym nieskrępowanej swobodzie tworzenia samego siebie. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że absolutyzacja ludzkiej wolności stanowi samo centrum filozofii Sartre’a. Tej fundamentalnej – wręcz dogmatycznej – zasadzie w dużej mierze podporządkowany jest jego humanizm. Teoretyczne podłoże tej reguły stanowi przekonanie wyrażone w jego najsłynniejszym dziele „Egzystencjalizm jest humanizmem”. Stwierdza tu, że istnienie poprzedza istotę. To z pozoru mało znaczące sformułowanie kryje w sobie potężne konsekwencje. Oto bowiem zmienia się punkt wyjścia w filozoficznej refleksji nad człowiekiem. Nie stanowi go już istota, ludzka natura, cechująca się pewną stałością, którą należy rozpoznać i respektować. Owym punktem wyjścia staje się odtąd wola człowieka, wyrażająca się w dążeniu do uczynienia siebie tym, czym się chce, bez względu na to, kim się jest. W praktyce oznacza to porzucenie jakichkolwiek ograniczeń w kreowaniu siebie jako istnienia. Myliłby się ten, kto by twierdził, że Sartre’owi chodzi tylko o nieskrępowaną wolność człowieka w podejmowaniu wyborów moralnych. Filozof ten wprost mówi, że człowiek jest tylko tym, czym sam siebie uczyni. Należy zatem całkowicie odrzucić wszelkie ograniczenia związane z tym, co nazywa się ludzką naturą. Płeć, orientacja seksualna, integralność ciała, naturalne dążenie do zakładania stałych związków małżeńskich, posiadanie potomstwa i związana z tym odpowiedzialność są reliktami przeszłości. Należy je odrzucić w imię wolności absolutnej. Sartre swoich poglądów nie traktował jako teoretycznych postulatów. Jego związek z Simone de Beauvoir jest tego najlepszym przykładem. Był to specyficzny rodzaj „kontraktu małżeńskiego”. Kontrakt ten z jednej strony czynił Simone stałą kochanką Jean- Paula, z drugiej – zezwalał im obojgu na różnego rodzaju „przelotne” związki. Oczywiście o żadnym potomstwie nie mogło być mowy, bowiem byłoby to zagrożenie dla ich nieskrępowanej wolności W późniejszym etapie życia obie strony „kontraktu” dzieliły już nie tylko „łoże”, lecz także przelotnych kochanków.

niedziela, 02 luty 2014 01:00

Imiona złego ducha

Napisał
Jeśli chcemy poznać naszego przeciwnika, aby skuteczniej mu się przeciwstawiać, warto przeanalizować, jakie treści niosą nazwy, którymi jest on określany. Innymi słowy – co oznaczają nadawane mu lub używane przez niego samego imiona.

 

Szatan – przeciwnik

Podstawowy termin wywodzi się z hebrajskiego rdzenia czasownika s-t-n. Pierwotne znaczenie czasownika wciąż jest przedmiotem dyskusji. W słownikach jest on objaśniany za pomocą określeń: być oddalonym, zasłaniać, tamować, być wrogiem, prześladować. Niektórzy naukowcy biorą pod uwagę jako źródłosłów także inne rdzenie, np. sz-w-t (hebr. wałęsać się, wędrować) i sz-y-t (arab. palić, przypalać). W Starym Testamencie hebrajski rzeczownik satan pojawia się najpierw w znaczeniu potocznym – jako określenie kogoś, kto się sprzeciwia. Może być to przeciwnik w kontekście militarnym i politycznym. Książęta filistyńscy obawiają się, że Dawid mógłby się okazać w walce ich przeciwnikiem, czyli szatanem (1 Sm 29, 4; 2 Sm 19, 23). Król Salomon stwierdza, że może przystąpić do budowy świątyni, bo Jahwe obdarzył go pokojem i „nie ma przeciwnika” (1 Krl 5, 13). Później Hadad Edomita stał się „szatanem” dla Salomona (1 Krl 11, 14). Inne podstawowe znaczenie terminu szatan to przeciwnik przed sądem, czyli oskarżyciel w procesie sądowym (Ps 109, 6). Słowo to stosowano więc w odniesieniu do każdego, kto sprzeciwiał się jakiejś konkretnej sprawie bądź przeszkadzał w realizacji zamiarów (2 Sm 19, 23). To pozwala zrozumieć, dlaczego Szymon – człowiek mający być skałą, na której zbudowany zostanie Kościół, został przez Jezusa nazwany „szatanem”, gdy nieświadomie sprzeciwił się słowom swego Mistrza (Mt 16, 23).

 

wtorek, 31 marzec 2020 10:39

Sakramentalia używane z wiarą

Napisane przez

Woda święcona, pobłogosławiona sól, medaliki… Święte znaki i czynności są nam dane przez Kościół w celu uświęcania naszego życia. Bóg, który jest Panem wszystkiego, pragnie przenikać i przemieniać swoją łaską wszystkie momenty naszego życia. Do przyjmowania Jego łaski uzdalniają nas sakramentalia.

Trzeba pamiętać, że chociaż woda, olej i sól egzorcyzmowane lub poświęcone otrzymują poprzez wstawiennictwo Kościoła szczególną moc, to o skuteczności tych sakramentaliów decyduje wiara, z jaką ich używamy.

Sakramenty i sakramentalia

W konstytucji Sacrosanctum Concilium czytamy: „Prawie każde wydarzenie życia (…) zostaje uświęcone przez łaskę wypływającą z Paschalnego Misterium Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, z którego czerpią swoją moc wszystkie sakramenty i sakramentalia; w ten sposób niemal każde godziwe użycie rzeczy materialnych może zostać skierowane do uświęcenia człowieka i uwielbienia Boga”.

Poszukując dróg Pana, żyjąc w obecności Jego dzieł, mamy korzystać z darów Kościoła. W pierwszej kolejności są to sakramenty święte, zwłaszcza Eucharystia i sakrament pokuty i pojednania – jak zaznacza ks. Jerzy Janowski, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Miętnem. Następnie codzienna medytacja słowa Bożego oraz życie wspólnotowe, a w dalszej kolejności sakramentalia.

W każdy trzeci piątek miesiąca po wieczornej mszy świętej ks. Janowski zaprasza do kościoła w Miętnem na modlitwy o zdrowie duszy i ciała. Podczas nabożeństwa odbywa się egzorcyzmowanie wody, soli, oleju oraz świec. Odnosząc się do świętych znaków i czynności, ks. Janowski stwierdza, że nie można ich używać bez wznoszenia swojego serca ku Bogu. „Pragnąc, aby nasz dom był przestrzenią działania Boga, modlimy się słowami: «Boże, ochraniaj ten dom przed atakiem złego ducha» i używamy np. wody święconej. Stosując sól egzorcyzmowaną do potraw, modlimy się o oczyszczenie pożywienia, które będziemy spożywali, o dobre trawienie pokarmu. Kiedy przyjmujemy lekarstwa, prosimy Boga w modlitwie o lepszą ich wchłanialność oraz skuteczne działanie na nasz organizm” – mówi kapłan. Zapewnia, że moc egzorcyzmowanej wody czy soli jest naprawdę skuteczna. Podaje przykład kobiety, która przez dwa tygodnie używała takiej wody do polewania chorego miejsca i po tym czasie znajdujący się tam guz zniknął. Przytacza też inną historię: „Mam także świadectwo z domu opieki, gdzie było dziecko bardzo niespokojne, płaczące po nocach. Wychowawcy z wiarą modlili się i posypali pokój dziecka solą egzorcyzmowaną. Objawy drażliwości zniknęły”.

poniedziałek, 04 sierpień 2014 11:48

Demony widziały Boga

Napisał

 

-- W numerze styczniowym „Miesięcznika Egzorcysta” (1/17/2014) w artykule pt. „Pokora wielkością człowieka” ks. Marek Chmielewski pisze: On bowiem jako anioł światłości, który niegdyś stał przed obliczem Boga, zgrzeszył, pragnąc być równym Stwórcy. Z kolei w książce ks. Jose Antonio Fortei „Wywiad z księdzem egzorcystą” cz. I (Radom 2011) czytam: Dlaczego św. Jakub Apostoł mówi, że demony wierzą w Boga? (s. 78) oraz: Demony nie widzą Boga, wiedzą że istnieje, lecz Go nie widzą. Dzięki swojej inteligencji wiedzą, że istnieje byt duchowy, który nie jest jak inne duchy, ale jest Bóstwem. Jednak Jego istotę widzą jedynie błogosławieni (s. 140). Czy demony kiedykolwiek widziały Boga, czy może tylko niektóre z nich (jeśli tak, to które), czy też wcale Go nie widziały?

 

Według tradycji teologicznej opartej na Księdze Daniela (10, 10. 21) i Apokalipsie św. Jana Apostoła (12, 7), a wypracowanej przez starożytnych pisarzy chrześcijańskich tej miary co Orygenes, Euzebiusz z Cezarei, św. Augustyn, św. Grzegorz I Wielki, a także innych, prawdopodobnie jeszcze przed stworzeniem świata doszło do buntu pewnej grupy aniołów. Wśród nich pierwszym był Lucyfer, którego imię oznacza „niosący światło” (łac. lux – światłość; ferre – nieść).

wtorek, 04 grudzień 2012 22:08

Wiedza tajemna dla dzieci

Napisane przez
Obecność tematyki okultystycznej w prasie dla dzieci i młodzieży jest coraz bardziej powszechna. Programowo, w formie zabawy propaguje się astrologię, magię, kluby czarodziejek, wróżek. Dziś praktycznie mało kogo to dziwi.

 

Od 2002 r. ukazuje się kolorowe czasopismo dla dziewcząt „Czarodziejki WITCH”. „Witch” to po angielsku wiedźma, czarownica, czarodziejka. Jak podaje redakcja, jest to magazyn dla czarujących dziewczyn w wieku 7-12 lat. Ktoś może powiedzieć: Cóż w tym złego? Przecież to tylko zabawa, komiks! Tymczasem dziecko uczy się i poznaje świat głównie poprzez zabawę. Na uwagę zasługuje fakt, że to czasopismo jest popularne również wśród dziewczynek w wieku przedszkolnym. Redakcja stara się stworzyć magiczne tematy na każdą okoliczność. Znajdziemy więc tutaj czary, wróżby i przepowiednie w roku szkolnym i w czasie wakacji, na karnawał, ale i na święta Bożego Narodzenia, próbując przy okazji wiązać Wigilię i święta z wróżbami.

 

 

Błogosławiona Jolanta to najmłodsza ze świętych sióstr, córek króla Beli IV i Marii Laskaris. Urodziła się około 1244 roku na Węgrzech, najprawdopodobniej w Ostrzyhomiu. Już jako kilkuletnia dziewczynka została wysłana przez rodziców do Polski na dwór swojej starszej siostry Kingi, ponieważ planowano wydanie jej w przyszłości za mąż za jednego z Piastów.

Na Wawelu królewna miała zapewnione wspaniałe, światłe i pobożne wychowanie pod bacznym i mądrym okiem nie tylko swojej siostry, ale też księżnej Grzymisławy oraz dworskiego pedagoga Mikuli.

Księżna i matka

Na zjeździe biskupów polskich i książąt piastowskich w maju 1254 roku w Krakowie, który odbył się z okazji kanonizacji świętego Stanisława, biskupa i męczennika, pojawiła się matrymonialno-polityczna propozycja dotycząca Jolanty, pozostającej pod opieką możnych krakowskich. Jej mężem miał zostać Bolesław Pobożny, starszy od niej o około dwadzieścia lat, książę gnieźnieńsko-kaliski, syn Władysława Odonica. Prawdopodobnie pomysłodawczynią projektowanego małżeństwa była Kinga. Związek ten miał duże znaczenie dla Polski, bowiem każdy sojusz zwalczających się zazwyczaj Piastów przybliżał kraj do pokoju, a w przyszłości być może i do ponownego zjednoczenia.
Ślub Jolanty i Bolesława odbył się z wielkim przepychem w Krakowie w 1256 roku, ale młoda księżna zamieszkała z mężem w Kaliszu dopiero dwa lata później. W międzyczasie, w 1257 roku, zmarł brat Bolesława, Przemysł I, a tym samym władca gnieźnieńsko-kaliski przejął po starszym bracie księstwo poznańskie, jednocząc na nowo całą Wielkopolskę, kolebkę polskiej państwowości. Małżeństwo to okazało się bardzo udane. Bolesław był cnotliwym, mężnym i bardzo bogobojnym rycerzem. Pod względem religijnym i duchowym rozumiał się świetnie ze swoją żoną, z którą miał trzy córki. Jolanta wiele uwagi poświęcała wychowaniu dzieci, których w sumie miała pod opieką ośmioro, ponieważ para książęca z otwartym sercem przyjęła pięcioro sierot po zmarłym księciu Przemyśle.

poniedziałek, 03 maj 2021 18:24

Iść za Pasterzem

Napisał

Przyjechała do mnie rodzina z dwójką dzieci. Wysiadła mama. Nie było wątpliwości, że to ona potrzebowała pomocy. Twarz miała nie tylko smutną, ale jakąś nieobecną, przestraszoną, „z innego świata”. Jej stan psychiczny i duchowy był następujący: kobieta miała skrupuły (spowiedzi odbywały się niemal codziennie), dręczyło ją przekonanie o własnym odrzuceniu (potępieniu), o pogrążeniu w grzechach przeciwko Duchowi Świętemu. Beznadzieja.
Taki stan zaczął się od momentu wyjścia ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Odeszła, bo pewna niewiasta przekonała ją, że wspólnota jest heretycka, a prowadzący kapłan to sługa szatana. Kobieta była straszona karami Bożymi z elementami złorzeczeń, oskarżana o złą wolę. Zerwała więc z ową niewiastą, ale pozostały dręczenia oraz przymus długich modlitw, narzucanych również bliskim, a ponadto m.in. przymus wyjazdów do różnych kościołów. Przez fałszywą prorokinię została zniszczona ufność w Boże miłosierdzie. Tu już następowało odejście od wiary katolickiej (bo owa wspólnota uznana została przez Kościół), a uleganie demonom.
Problem samozwańczych, psychopatycznych liderów (naśladujących wschodnich guru), zawsze nieomylnych i żądających ślepego posłuszeństwa jako bezwzględnego warunku zbawienia, jest problemem szerszym. Niestety, dość często przydarza się wspólnotom Odnowy w Duchu Świętym, zwłaszcza pozbawionym asysty kapłana. Tacy liderzy są przekonani, że skoro oni powołali wspólnotę albo w niej posługują długo, to zdobywają charyzmat nieomylności w każdym calu. Każdą uwagę krytyczną przyjmują jako atak na siebie. Uważają siebie za namaszczonych proroków Boga i Jego obrońców, dlatego żądają bezwzględnego posłuszeństwa.
W Kościele katolickim przewodzi Duch Święty, który „tchnie, kędy chce”. Owszem, posługuje się ludźmi, ale poddanymi Jego natchnieniom, a nie zapatrzonymi w siebie. Każdy charyzmat ma być nieustannie rozpoznawany przez wspólnotę, kapłana-asystenta, spowiednika itd., a nie oparty na własnym przekonaniu. Tam, gdzie dzieją się sprawy Boże, bardzo aktywne są złe duchy, które wykorzystują każdy błąd i potęgują jego skutki. O tym powinni być poinformowani wszyscy członkowie wspólnoty.
Dochodzi czasem do tego, że nadużycia traktowane są jako coś, czego nie da się uniknąć w tych wspólnotach. Tymczasem nadużycia i błędy poszczególnych osób powinny być oceniane indywidualnie jako ich wady. Z nadużyć małżonków nikt nie wyciąga wniosków (poza postępowymi „zbawiaczami” świata), że należy atakować samo małżeństwo i rodzinę.

niedziela, 02 luty 2014 01:00

Socjalizm

Napisał
Wiek XX stanowił par excellence stulecie „urawniłowki” społecznej. Był to najbardziej niebezpieczny wiek w historii świata, ponieważ połączył najbardziej wybujałe ambicje polityczne z największymi zdobyczami techniki. Chociaż schyłek XX wieku przyniósł osłabienie groźby totalitaryzmu, musimy zrozumieć, jaką rolę w jego powstaniu odegrał entuzjazm dla ideologii społecznej równości. Trzeba się jej przeciwstawiać także dziś, kiedy powraca z łagodniejszym i bardziej przyjaznym obliczem.

 

Równość społeczna kojarzy się zwykle z eliminowaniem materialnych różnic między ludźmi. 

 

W marzeniach socjalistów o społeczeństwie bezklasowym cechy wyróżniające, które wynikają głównie ze zróżnicowania aktywności gospodarczej, przestają mieć znaczenie. Państwo uzyskuje mandat polityczny ze strony mas społecznych (lub grupy podającej się za rzecznika mas) i usiłuje przejąć kontrolę nad kapitałem oraz majątkiem należącym do społeczeństwa, a następnie dzieli go tak, by wszystkich uczynić równymi. Działania tego rodzaju znacznie rozszerzają władzę państwa, które staje się ostatecznie właścicielem wszelkiego mienia.

 

Socjalizm

Socjalizm dąży do wyeliminowania różnic w statusie majątkowym, jednak w istocie może stwarzać okazję do grzechu. James Madison (czwarty prezydent USA) twierdził, że upaństwowienie majątku ustanowi równość społeczną tylko na bardzo krótki czas. Ludzie charakteryzują się rozmaitymi talentami, zdolnościami i poziomami aktywności. Do głosu z czasem dochodzi nowa elita, jak w każdym państwie, które doznało przewrotu komunistycznego. Różnica polega jednak na tym, że luksusem cieszy się nie pracowity geniusz komputerowy, ale sprawny aparatczyk i posłuszny wykonawca.

 

Z Eweliną, która była zniewolona i dręczona przez złego ducha, rozmawia dr Paweł Sokołowski

Jakie ma Pani wspomnienia z dzieciństwa?

Moje wspomnienia z dzieciństwa nie są dobre. Żyłam w rozbitej rodzinie. Wychowywali mnie dziadkowie, tata oraz „ciocie”, czyli kobiety, z którymi żył ojciec. Dziadkowie wychowywali mnie do 7 roku życia. Potem wyjechali do Niemiec. Wtedy zostałam z tatą. Musiałam sama o wszystko zadbać. Moje dzieciństwo polegało głównie na szkole i podwórku. Tata dużo pracował i nadużywał alkoholu, wiec często atmosfera była nerwowa.

A co z mamą?

Od dziadków dowiedziałam się o pewnej historii. Otóż mama wyskoczyła z okna, kiedy była ze mną w 8. miesiącu ciąży. Pamiętam, że w młodszym okresie musiałam nosić specjalne szelki, ponieważ miałam problemy z biodrami. Myślę, że była to konsekwencja wspomnianego wydarzenia. O swojej rodzinie wiem niewiele. Znam rodzinę ze strony taty. Rodziny ze strony matki nie znam.

Czy mama przeżyła upadek?

Tak, moja mama żyje do dzisiaj.

Utrzymuje Pani z nią kontakt?

Miałam okazję kilka razy spotkać się z mamą, ale kontakt mam jedynie SMS-owy. To jest dla mnie obca osoba, która mnie tylko urodziła. Wiem, że matka jest uzależniona od alkoholu i żyje z jakimś mężczyzną. Ja nie chcę już wchodzić w żadne trudne relacje. Wystarczy mi już mój tata. Myślę, że to nie pozwala mi, abym weszła z matką w głębszą relację.

Dziadkowie byli ze strony taty?

Tak. To są jedyne osoby, które były ze mną, pomagały mi.

Ma Pani rodzeństwo?

Mam ze strony matki, ale po innym ojcu, a więc przyrodnie. Mam z nimi dobry kontakt.

Kiedy zaczęły się Pani problemy duchowe?

Nie wiem, jak to się wszystko zaczęło. Były zabawy w wywoływanie duchów. W dzieciństwie dużo czasu spędzałam na podwórku. Byłam zafascynowana tajemniczymi miejscami. Z dziadkiem zawsze chodziliśmy w jakieś pustostany, na cmentarze, po ogródkach robiliśmy „bazy”. Pamiętam, że jak nadchodziło Halloween, przebieraliśmy się i biegaliśmy po ulicy z rożnymi niebezpiecznymi atrybutami. Pukaliśmy po oknach knajp i sklepów i straszyliśmy. Nie wiem, gdzie byli wtedy dorośli, ale to było straszne.

Strona 1 z 173

Drodzy Czytelnicy,

okladka E099 1120

wspierajmy się nawzajem w tym trudnym czasie! Temat nowego numeru „Miesięcznika Egzorcysta to Śmierć - brama do życia. Zakupów możesz dokonać w naszej księgarni internetowej MONUMEN.PL

Polecamy

  • najnowszy numer „Miesięcznika Egzorcysta”, również w wersji cyfrowej.
  • prenumeratę „Miesięcznika Egzorcysta” w wersji papierowej lub cyfrowej
  • duży wybór książek oraz archiwalne numery miesięcznika, także w wersji cyfrowej oraz
  • dewocjonalia.

Nie musisz wychodzić z domu. „Miesięcznik Egzorcysta” i książki prześlemy na Twój adres.

Bądźmy razem

Zespół „Miesięcznika Egzorcysta”

Wszystkie numery

Piszą dla nas

  • relator Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

  • kapłan diecezji Lamego w Portugalii, wykładowca teologii moralnej na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie.

  • filozof, teolog, wykładowca akademicki, znawca historii mistyki, nowych ruchów religijnych i sekt, demonologii oraz problematyki okultyzmu i ezoteryzmu. Prowadzi wykłady na licznych uniwersytetach w Polsce (m. in. na KUL, Ignatianum) i za granicą. Jest konsultantem egzorcystów katolickich w kraju i za granicą oraz wykładowcą m. in. na Międzynarodowych Zjazdach Egzorcystów organizowanych przez międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów, założone przez ks. Gabriele'a Amortha.

Już 67 pozycji

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem